Miller spotkał się w środę z b. prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim.

"Muszę podjąć tę decyzję w najbliższych dniach, ale dzisiaj jeszcze nie. Są wady i zalety mojego kandydowania" - powiedział Miller dziennikarzom po spotkaniu. "To nie jest tylko kwestia zmiany przewodniczącego - to musi być pewien pakiet. I ten pakiet zmian personalnych i programowych nie jest jeszcze dzisiaj jasny i skończony" - zaznaczył b. premier i b. szef SLD.

Dodał, że "to nie jest tylko kwestia zmiany przewodniczącego, ale też innych zmian, które się mogą dokonać, albo nie". "Moja ostateczna decyzja zależy od dokładnego rozpoznania, co jest możliwe, a co nie" - zaznaczył Miller.

Powiedział również, że Kwaśniewski podczas środowej rozmowy zgodził się z jego punktem wiedzenia. "Prezydent był zgodny z moim myśleniem, że tutaj nie ma ani białych, radosnych, stron takiej decyzji, ani czarnych" - podkreślił Miller.

Poinformował, że decyzję w sprawie swego ewentualnego kandydowania na przewodniczącego Sojuszu ogłosi najpóźniej w piątek. "Byłbym nieuczciwy w stosunku do delegatów na konwencję, ale też państwa (dziennikarzy), gdybym chciał na pięć minut przed rozpoczęciem kadencji to wszystko oświadczyć. Myślę, że najpóźniej może to się stać w piątek, może jutro (w czwartek - PAP)" - zaznaczył b. premier.

Kwaśniewski określił swą środową rozmowę z Millerem jako bardzo szczerą. "Ważyliśmy racje, plusy, minusy, ale decyzję będzie podejmował Leszek Miller" - powiedział b. prezydent dziennikarzom po środowym spotkaniu.

W jego opinii, Miller to obecnie "osoba numer jeden" w SLD. "Nie tylko ze względu na funkcję, którą pełni, czyli przewodniczącego klubu, ale ze względu na dorobek, na doświadczenie, kompetencje, na umiejętność poruszania się w polityce i w mediach" - podkreślił b. prezydent.

Jak dodał jednak, problemem jest to, że "partia to dzisiaj ogromny wysiłek, który wymaga czasu". "I to jest dzisiaj ten główny problem - czy można to wszystko razem pogodzić, czy wystarczy czasu, energii, żeby te dwie ważne sprawy - i klub, i partię prowadzić jednocześnie" - powiedział Kwaśniewski.

Podczas sobotniej konwencji SLD ma zostać wybrany nowy przewodniczący partii, który ma nią kierować do czerwca przyszłego roku. Wtedy, po partyjnych prawyborach, na kongresie Sojuszu ma zostać wybrany kolejny szef ugrupowania. Napieralski nie zamierza w sobotę ubiegać się o ponowny wybór; również nikt z jego współpracowników nie planuje wnioskować na konwencji o to, by pozostał on na swej funkcji.


Z rozmów PAP z politykami Sojuszu wynika, że zwolennicy obecnego lidera SLD poparliby kandydaturę Millera, gdyby zdecydował się on ostatecznie na start. "Myślę, że Leszek Miller wystartuje i pewnie ogłosi to jutro" - uważa jeden z działaczy Sojuszu bliskich Napieralskiemu.

Według rozmówcy PAP, współpracownicy dotychczasowego szefa SLD chcą, by nowym sekretarzem generalnym został jeden z nich - poseł Leszek Aleksandrzak. Obecny sekretarz Marek Nawrot miałby - podobnie jak Napieralski - złożyć w sobotę rezygnację.

W taki scenariusz wątpią jednak przeciwnicy obecnego lidera SLD. "Miller nie zgodzi się na Aleksandrzaka" - uważa jeden z nich. Według niego, możliwe jest za to, iż b. premier zaakceptuje kandydaturę sekretarza mazowieckich struktur Sojuszu, Krzysztofa Gawkowskiego, który już jakiś czas temu zadeklarował chęć ubiegania się o stanowisko sekretarza generalnego SLD.

Rozmówcy PAP nie wykluczają też, że do wyścigu o fotel przewodniczącego partii stanie ostatecznie wiceszefowa ugrupowania Katarzyna Piekarska, która - jak wynika z informacji PAP z jej otoczenia - również ma się w najbliższym czasie spotkać z Kwaśniewskim. Sam były prezydent zadeklarował, że chętnie porozmawia z Piekarską, choć - jak zastrzegł - daty spotkania jeszcze nie ustalono.

Z rozmów PAP z politykami SLD wynika również, że kandydować prawdopodobnie nie będzie za to b. szef, europoseł SLD Wojciech Olejniczak. Do tej pory chęć ubiegania się o funkcję szefa SLD zadeklarowały trzy osoby: eurodeputowana Joanna Senyszyn, b. wiceszef partii Artur Hebda oraz częstochowski poseł Sojuszu Marek Balt.

Po środowym spotkaniu z Millerem Kwaśniewski był również pytany o koncepcję zwołania kongresu lewicy. "Dobrze by było, żeby w przyszłym roku odbył się kongres lewicy, który pokaże, że jest ona obecna, że chce ze sobą współpracować i że jest gotowa wystawić wspólne listy w kolejnych wyborach i do Parlamentu Europejskiego, i do parlamentu krajowego" - zaznaczył.


Jak ocenił, wymaga to "żmudnej pracy, przełamywania barier, budowania zaufania, którego nie ma dzisiaj między środowiskami lewicowymi". "To wymaga również przekonania, że razem możemy więcej i że wrogów nie szukamy na lewicy" - powiedział b. prezydent.

Potwierdził też, że ma zamiar spotkać się w Januszem Palikotem. Rzecznik Ruchu Palikota Andrzej Rozenek zapowiadał we wtorek, że do rozmowy Kwaśniewski-Palikot miałoby dojść 19 grudnia. 1 maja przyszłego roku z kolei - według nieoficjalnych informacji PAP - odbyłby się kongres lewicy.

Kwaśniewski podkreślił, że jest przeciwny koncepcjom "wsysania" jednych partii przez drugie oraz "przekupywania i transferów". "Uważam, że to powinna być współpraca z poszanowaniem różnic, ale jednak wybijająca na pierwszy plan podobieństwa i właśnie tę gotowość do porozumienia i walki o dobre wyniki wyborcze - coś podobnego, chociaż oczywiście okoliczności się zmieniły, do tego co zrobiliśmy z Włodzimierzem Cimoszewiczem w 1990 roku, tworząc wtedy koalicję Sojuszu Lewicy Demokratycznej" - podkreślił Kwaśniewski.

"Jesteśmy w podobnej sytuacji - znowu na początku budowania siły lewicy i być może warto ten eksperyment, to doświadczenie powtórzyć" - dodał.

Według niego, gdyby powstały wspólne listy lewicy, wówczas musiałyby mieć wspólną nazwę, jednak w formule koalicyjnej. "Proces budowania jedności nie może być sztuczny, nie może być przyspieszany, musi dojrzewać u ludzi, a rok 2012 wygląda póki co na taki wygodny, to znaczy nie ma wyborów, jest czas na rozmowy, na wzajemne przekonywanie się i budowanie porozumienia i usuwanie nieufności, która jest dzisiaj główną przeszkodą we współpracy, nie tylko między ugrupowaniami lewicy, ale w samych partiach, także w SLD" - ocenił b. prezydent.

Zadeklarował, że będzie "aktywnie uczestniczył" w jednoczeniu lewicy.