Już zamiecenie pod dywan afery hazardowej pokazało partyjnym działaczom, że spokojnie można kraść. W związku z tym mniejsze afery rzeczywiście mogą przejść bez jakiegoś większego echa. Obserwujemy też pewną znieczulicę jeśli chodzi o nastawienie opinii publicznej do tego to co dzieje się w okolicach rządu - mówi portalowi wprost.pl Adam Hofman, rzecznik PiS. Jego zdaniem zadziwiające w całej aferze jest to, że ludzie z PSL mówią, że to, co zostało nagrane, to standardowe praktyki rządu. Poseł nie wie też, dlaczego Tusk jeszcze nie zareagował.

Reklama

Jeśli minister w rządzie Tuska pozwala na takie praktyki, a Tusk milczy to znaczy, że się na nie godzi. Mam nadzieje, że premier po pierwsze zleci odpowiednim służbom, między innymi CBA, wyjaśnienie tej sprawy, a po drugie - zmusi Sawickiego, żeby się publicznie z tego wytłumaczył. A jak tłumaczenie nie będzie przekonujące, to zdecyduje o jego dymisji - twierdzi Hofman.

>>>Afera taśmowa w PSL. Oto, co mówili działacze

Rzecznik PiS boi się też, że sprawie szybko i sprawnie ukręci się łeb. To jest pewien test na demokrację. W normalnym państwie, gdzie obowiązują standardy europejskie, tego typu stenogramy powodują większe lub mniejsze trzęsienie ziemi. Takie afery kończą się dymisjami i zarzutami prokuratorskimi. Jeśli w Polsce AD 2012 tego typu sprawa pożyje jeden dzień, to świadczy to tylko o tym, że te procedury demokratyczne są zwyczajnie wyłączane - komentuje Hofman.

Przypomina czasy rządu Jarosława Kaczyńskiego, gdy nawet koalicjant nie bezkarny. Jego zdaniem sprawy nie wyjaśnią też komisje śledcze, bo bez woli premiera, afery nie uda się rozwikłać. W tym momencie się uśmiecham, bo pamiętam przewodniczącego Mirosława Sekułę, który w komisji ds. wyjaśnienia afery hazardowej mówił do pustych krzeseł. W związku z tym powoływanie kolejnych komisji śledczych trochę mnie teraz śmieszy - podsumowuje.