Lecha Wałęsa po raz kolejny powtórzył, że nie współpracował z SB i na nikogo nie donosił. Stwierdził, że już wiadomo, że część dokumentów zostało podrzuconych do teczki Kiszczaka.

Reklama

- Jak to się wyjaśni, to ja wtedy idę do sądu, podaję IPN, bo to IPN zrobił to świństwo, to IPN, nie sprawdzając, opluł mnie w całym świecie, bo - no przecież ludzie! - to się w cywilizowanym kraju nie może zdarzyć - powiedział Wałęsa.

Krytykował instytucję za brak weryfikacji dokumentów przed ich upublicznieniem. - To jest barbarzyństwo, głupota, tępota - mówił.

Wałęsa dodał, że wobec niego komuniści użyli wszelkich możliwych środków, aby go pokonać. Mówił, że próbowano go przekupić wysokimi stanowiskami. Jednak Wałęsa przekonuje, że ze wszystkich prób wyszedł zwycięsko. - Gdybym nawet uznał, że to są moje donosy, to nikt przez nie nie był zwolniony z pracy, nie siedział w więzieniu czy został spałowany. A ja byłem i to mnie należy przeprosić - skwitował Lech Wałęsa.

Wcześniej Lech Wałęsa podczas czatu z internautami stwierdził, że "jest gotowy poddać się badaniu na wariografie, bo nigdy nie było jego zdrady".