Donald Tusk w rozmowie z Katarzyną Kolendą-Zaleską na antenie TVN24 przyznał, że zarówno sytuacja międzynarodowa, jak i to, co dzieje się w Polsce jest bardzo skomplikowana. Jego zdaniem ciągłe zamieszanie wokół TK, . Dodał, że w tym sporze nie będzie udawał neutralności, bo jest zwolennikiem , a nie wschodniego podejścia do zarządzania państwem, w którym jeśli się wygra wybory, to można robić wszystko. - przyznał.
Jego zdaniem jednak interwencja Komisji Europejskiej w sprawie TK,była "nieszczęśliwa". Tusk uważa bowiem, że w państwach członkowskich wspólnoty rośnie niechęć wobec prób Brukseli wtrącania się w wewnętrzne sprawy krajów UE. Nie podoba mu się też to, że Barack Obama będzie rozmawiał z prezydentem o Trybunale. - uznał.
Były premier uznał też, że o zmianach w ustroju państwa, polski rząd wielokrotnie usłyszy od przywódców państw NATO, którzy pojawili się na warszawskim szczycie. - stwierdził.
Tusk radził też opozycji, że powinna się wykazać odrobiną cierpliwości - jego zdaniem nawet takie programy, jak 500+ nie zwiększają znacząco poparcia dla PiS. Dlatego do następnych wyborów sytuacja na polskiej scenie politycznej może się mocno zmienić, a partia rządzącą będzie musiała oddać władzę.
Przyznał też, że jeśli zostanie wezwany przez komisję badającą aferę w sprawie Amber Gold, to pojawi się przed posłami. Mimo, że. Ja się jednak jej nie boję. Niech obawiają się ci, którzy mnie wzywają - powiedział.
Szef Rady Europejskiej zabrał też głos w sprawie Brexitu. Zażartował, że jego, jednak uznał, że za wynik referendum winę ponoszą elity Wielkiej Brytanii. Dogryzł też liderom PiS, że ich tezy, że Unia Europejska powinna bardziej ustąpić Wielkiej Brytanii, zaszkodziłyby Polakom, mieszkającym i pracującym na Wyspach. - stracili by oni wiele praw i przywilejów.