Zgodnie z nowelą, przygotowaną w resorcie sprawiedliwości, minister jest zwierzchnikiem służbowym dyrektora sądu (dotychczas był nim prezes danego sądu). Dyrektor sądu będzie powoływany i odwoływany przez ministra sprawiedliwości - bez wniosku prezesa sądu i bez obowiązku przeprowadzenia konkursu na to stanowisko, jak było wcześniej.
Dyrektorzy sądów funkcjonują we wszystkich sądach apelacyjnych, okręgowych oraz w sądach rejonowych, w których orzeka więcej niż 10 sędziów. Są przełożonymi pracowników sądów niebędących sędziami (protokolanci, pracownicy sekretariatu), zarządzają np. oddziałami finansowymi i zamówień publicznych; nie mogą wpływać na orzecznictwo sądów.
Czynności prezesa sądu wywołujące skutki finansowe nieujęte w planie finansowym sądu będą wymagały, dla ich ważności, uprzedniej akceptacji dyrektora sądu. Akceptacji wymagać nie będą jedynie zarządzenia dotyczące kosztów sądowych orzeczonych przez sąd. Prezes sądu wykonuje w stosunku do dyrektora sądu czynności z zakresu prawa pracy, z wyjątkiem czynności zastrzeżonych dla ministra.
Ministerstwo Sprawiedliwości argumentowało, że "procedury konkursowe przy wyborze kandydatów na dyrektorów były długotrwałe i często hamowały możliwość szybkiego i skutecznego obsadzenia tych stanowisk".- podkreślało MS, gdy rząd wysyłał projekt do Sejmu.
Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki podkreślał w toku prac parlamentarnych, że nowelizacja ma usprawnić pracę sądów i zmierza do zmniejszenia biurokratyzacji. Po zmianie przepisów prezesi sądów mają mieć więcej czasu na nadzór nad działalnością sądów w zakresie orzekania.
Opozycja przekonywała, że ustawa jest zła i niebezpieczna, bo "podporządkowuje sądy politykom".
Zgodnie z nowelą, wszystkie postępowania ws. powołania dyrektora, jakie prowadzono przed wejściem noweli w życie, a nie zostały ukończone, podlegają teraz zakończeniu.