Choć o wyjazdach polityków do żołnierzy stacjonujących za granicą głośno zrobiło się dopiero w ostatnich tygodniach – przy okazji niesnasek pomiędzy resortem obrony a ośrodkiem prezydenckim – odwiedziny "misjonarzy" są zwyczajem znanym od lat i praktykowanym przez polityków różnych opcji. Dziś ponad tysiąc żołnierzy służy w siedmiu różnych krajach. Najbardziej znana misja to Afganistan. Najstarsza – Bośnia i Kosowo.
Według danych z Dowództwa Operacyjnego, szef MON Antoni Macierewicz pierwszy raz do Afganistanu poleciał zaledwie pięć tygodni po objęciu urzędu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia w 2015 r. Od tego czasu wizytował naszych żołnierzy w tym kraju jeszcze cztery razy. Był także w Kuwejcie (trzy razy) oraz w Kosowie i Bośni. Jego poprzednik na stanowisku ministra obrony, Tomasz Siemoniak, w czasie czterech lat pełnienia funkcji był w Afganistanie pięć razy (raz wspólnie z prezydentem Bronisławem Komorowskim). Wizytował także inne kontyngenty wojskowe. Z kolei prezydent Andrzej Duda do Afganistanu jeszcze nie dotarł, za to tuż przed świętami podzielił się opłatkiem z polskimi żołnierzami w Kuwejcie. Podczas takich wizyt politykom towarzyszą wysocy rangą dowódcy, zazwyczaj także dziennikarze.
Na miejscu politycy spędzają od kilku do kilkudziesięciu godzin. Spotykają się z dowódcami i szeregowymi żołnierzami. Często wizycie towarzyszą także spotkania z sojusznikami. Koszty takiego wyjazdu idą w setki tysięcy złotych. Godzina lotu nowego samolotu dla VIP typu Gulfstream G550 to 13,5 tys. zł, a Casy C295 średnio 21,5 tys. zł (w 2016 r.).
– stwierdza gen. Waldemar Skrzypczak, były wiceminister obrony, który służył na misji w Iraku. – mówi były wojskowy.
Podobne zdanie ma wysokiej rangi oficer, wciąż w służbie. – – mówi w rozmowie z DGP. Konkretne korzyści z misji widzi generał, będący obecnie w cywilu. – wspomina mundurowy.
Z drugiej strony zabezpieczenie takiej wizyty zabiera często dużo czasu i odciąga żołnierzy od ich właściwych zadań. twierdzi Tomasz Siemoniak. – – dodaje.