Jak informuje pudelek.pl, matka Urszula G. i córka Paulina G. postanowiły otworzyć rodzinny biznes. Trzymały buldogi francuskie w bestialskich warunkach i rozmnażały je, nie zważając na wady genetyczne, skazujące suki na ogromny ból. Szczeniaki niegotowych do rozrodu suk rodziły się z wodogłowiem i innymi chorobami wrodzonymi.
W skład hodowców wchodził także lekarz weterynarii, który fabrykował książeczki zdrowia na potrzeby sprzedaży psów.
- donosi Pogotowie dla Zwierząt.
- czytamy dalej w oświadczeniu fundacji.
Okazuje się, że Urszula G. jest bliską znajomą Krystyny Pawłowicz, do której zwróciła się o pomoc. Posłanka niemal natychmiast interweniowała w tej sprawie w prokuraturze. - miała napisać Pawłowicz w liście przytaczanym przez pracowników fundacji.
Wstawiennictwo posłanki najwyraźniej poskutkowało, domniemywa pudelek.pl, bowiem z prowadzenia sprawy zostały wyłączone policja z Halinowa i Prokuratura w Mińsku. Sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa w Siedlcach.
- - tłumaczy Pogotowie dla Zwierząt.
Sprawę skomentowała na Facebooku Krystyna Pawłowicz. - pisze polityk PiS, nawiązując do decyzji poznańskiego sądu, który w lutym 2018 nakazał - jak pisze Pawłowicz - zamknięcie stowarzyszenia.
Pawłowicz uważa, że . Zapewnia, że nie zna . Przypomina tylko, że jako poseł musi - wyjaśnia.