Brejza powiedział na czwartkowej konferencji prasowej w Sejmie, że nie są potrzebne "specustawy" wprowadzone przez PiS, jak ostatnia, ujawniająca zarobki pracowników szczebla kierowniczego w NBP.
- oświadczył.
Poseł podkreślił, że w państwie potrzeba większej "transparentności". - mówił.
Jednocześnie podkreślił, że to, co czyni PiS i prezes Glapiński w Narodowym Banku Polskim,
- podkreślił Brejza.
podkreślił poseł. -- mówił poseł.
Narodowy Bank Polski opublikował w środę na swoich stronach internetowych przeciętne wynagrodzenia brutto kadry kierowniczej w 2018 r. Z informacji tej wynika, że najwyższe przeciętne wynagrodzenie miesięczne brutto otrzymywał dyrektor departamentu komunikacji i promocji - 49 tys. 563 zł; najmniej doradca prezesa - 6720 zł. Na drugim miejscu pod względem przeciętnych wynagrodzeń miesięcznych brutto znalazł się dyrektor departamentu prawnego - 47 tys. 331 zł, a na trzecim - dyrektor departamentu innowacji finansowych z zarobkami 44 tys. 971 zł. Dyrektor departamentu gabinetu prezesa miała otrzymywać 42 tys. 760 zł.
We wtorek po południu w Dzienniku Ustaw opublikowano nowelizację ustawy przewidującą jawność wynagrodzeń kadry kierowniczej w NBP. Nowela reguluje też maksymalną wysokość zarobków np. dyrektorów w banku.
Zmiany w prawie były konsekwencją doniesień medialnych dotyczących wynagrodzeń współpracowniczek prezesa NBP - szefowej departamentu komunikacji i promocji Martyny Wojciechowskiej oraz dyrektor gabinetu prezesa NBP Kamili Sukiennik. Pod koniec grudnia ub.r. "Gazeta Wyborcza" donosiła, że zarobki Wojciechowskiej wynoszą ok. 65 tys. zł "wraz z premiami, dodatkowymi dochodami i bonusami", czemu bank zaprzeczył. Zastępca dyrektora departamentu kadr w NBP Ewa Raczko zapewniała, że "żaden z dyrektorów w NBP nie otrzymuje powszechnie i nieprawdziwie podawanego w mediach miesięcznego wynagrodzenia w wysokości ok. 65 tys. zł bądź wyższej".