Sasin mówił w poniedziałek w TVN24, że w Polsce toczy się bardzo ostry spór ideologiczny i nie ma co do tego wątpliwości.
- mówił wicepremier.
Jednocześnie zaznaczył, że to "oczywiście nie oznacza, że ten spór ma się odbywać na ulicy, za pomocą pięści i cegieł, czy w ogóle za pomocą przemocy".
Sasin oświadczył, że "tam, gdzie jest przemoc, tam zawsze polskie państwo powinno reagować, niezależnie od tego, kto tę przemoc, przeciwko komu kieruje". - podkreślił wicepremier.
Dodał, że "chuligani, którzy złamali prawo" podczas marszu w Białymstoku, są karani i są im stawiane zarzuty.- zapewnił Sasin.
Skomentował też słowa ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego, który stwierdził, że marsze równości budzą ogromny opór i w związku z tym warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane.
Wicepremier zapewnił, że nie jest to stanowisko rządu i że nie powinno się zakazywać organizacji takich wydarzeń. - oświadczył Sasin.
Jak podkreślił, jeśli zgromadzenia odbywają się zgodnie z prawem, to każdy ma prawo manifestować. "I nikt nie ma prawa go za to atakować" - zaznaczył wicepremier.
Dopytywany, czy szef MEN powinien podać się do dymisji, odparł: "Dlaczego miałby się podawać? Nikogo nie obraził". Według Sasina, minister wyraził swoją opinię, która "nie powinna nikogo oburzać", bo Piontkowski zwrócił się do organizatorów tego typu imprez, a nie do organów państwa.
Sasin był też pytany, co się stanie z politykami PiS, którzy brali udział w blokowaniu Marszu Równości w Białymstoku.powiedział wicepremier.
Przekonywał, że tak samo, jak prawo do manifestowania mieli uczestnicy marszu, tak samo mieli je pozostali, również radni PiS.
- powiedział Sasin.
Według wicepremiera, m.in. przez polityków opozycji "rysowany jest fałszywy obraz" tego, że w Polsce "dzieje się coś niewyobrażalnego" i jest to winą PiS. stwierdził Sasin.
Pierwszy Marsz Równości przeszedł ulicami Białegostoku w sobotę po południu. Przejście uczestników marszu kilkakrotnie próbowali zablokować kontrmanifestanci, w stronę uczestników marszu rzucano kamieniami, petardami, jajkami i butelkami, wykrzykiwano też obraźliwe słowa. Policja musiała użyć gazu.
Do tej pory policja zidentyfikowała i doprowadziła do komend ok. 30 osób, 25 bezpośrednio po marszu, kolejne - po opublikowaniu w niedzielę w internecie wizerunków podejrzanych. Kilka osób zgłosiło się na komendę samych, m.in. poszukiwany mężczyzna, który podejrzewany jest o pobicie 14-latka. Funkcjonariusze nadal analizują zgromadzony materiał i wizerunki kolejnych poszukiwanych osób będą publikowane na bieżąco.