"Osobiście do końca apelowałam do panów z Konfederacji o rozsądek i uszanowanie tego, jak ważna jest obrona życia dzieci i potraktowanie tego postulatu serio przez formację chcącą się mienić prawicową i być alternatywą dla rządów bezideowych" - napisała o powodach swego rozstania z Konfederacją Kaja Godek, w oświadczeniu, przesłanym do "Rzeczpospolitej". Jak pisze "Do Rzeczy", po stronie działaczki pro life stanął Wojciech Cejrowski. Zapowiedział, że po tym rozłamie to nie ma już mowy, by głosował na skrajnie prawicową partię.
Na te zarzuty odpowiedział Janusz Korwin-Mikke. Jak wyjaśnił polityk Konfederacji, Kaja Godek domagała się "jedynki" na warszawskiej liście partii. "Gdy p.Kaja Godek oświadczyła kategorycznie, że trzeba Jej dać >1Nie!
Gdy p.Kaja Godek oświadczyła kategorycznie, że trzeba Jej dać "1" w Warszawie ( w ostateczności w Kielcach lub Lublinie) nie rozumiejąc, że Jej przesłanie będzie lepiej odebrane np. w Siedlcach, niż w wielkich miastach - to albo się jest miękką parówą, albo odpowiada się: "Nie!" https://t.co/DG7bTo0MdT
— Janusz.Korwin.Mikke (@JkmMikke) August 13, 2019
Korwin-Mikke stwierdził też, że w rozłamie nie chodziło o stosunek do aborcji. Jak zauważył, Konfederacja postąpiłaby tak samo, gdyby np. chodziło o karę śmierci czy podatki.
By nie było niejasności: ta sprawa nie ma NIC wspólnego z aborcją. Zareagowalibyśmy dokładnie tak samo, gdyby p.Godek była zwolenniczką np. kary śmierci albo niskich podatków. https://t.co/DG7bTo0MdT
— Janusz.Korwin.Mikke (@JkmMikke) August 13, 2019