"Obecność obserwatorów podczas wyborów nie jest niczym nadzwyczajnym" - twierdzi Urdur Gunnarsdottir. "Władze Polski są zobowiązane do zapraszania ich od 1990 r." - dodaje i przypomina, że byli oni zaproszeni na wybory w 2005 roku. "Nie mogliśmy wtedy być, bo w tym samym czasie mieliśmy wiele wyborów w innych krajach" - przypomniała.
"W wyborach parlamentarnych obecność obserwatorów międzynarodowych na tej zasadzie, na jakiej jeżdżą oni do krajów półdemokratycznych, jest uwłaczająca dla Polski" - obstaje przy swoim Michał Kamiński, minister w Kancelarii Prezydenta. Jego zdaniem, zapraszanie obserwatorów z zewnątrz "odbywa się w atmosferze opluwania naszego kraju".
"Polska w kwestii demokracji i procedur wyborczych nie ma sobie nic do zarzucenia. Polska nie może być traktowana na takiej samej zasadzie jak Azerbejdżan" - przekonuje Kamiński.
Rzecznik polskiego MSZ Robert Szaniawski potwierdził w piątek, że Polska odmówiła wydania zgody na przyjazd obserwatorów Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) na październikowe wybory parlamentarne.