Przede wszystkim PO proponuje niewątpliwie słuszny projekt, polegający na tym, że wszystko w państwie powinno być "normalnie i demokratycznie". W zasadzie olbrzymia większość polskich obywateli doskonale wie, na czym polega to normalnie i demokratycznie. Tak jak w starych demokracjach. Mają rządzić prawo i rozsądek, umiar i roztropność. I niemal wszyscy się z tym zgadzamy, tylko że w takich okolicznościach bardzo trudno jest sformułować wyrazisty program, a poza tym w Polsce nie jest "normalnie", nie było i w najbliższym czasie nie będzie.
Ten błąd normalności popełnili w najnowszej historii Polski liczni politycy, poczynając od rządu Tadeusza Mazowieckiego. Celem w tamtych czasach, celem oczywistym dla wszystkich, którzy po stronie opozycji działali przy Okrągłym Stole była normalność. A w tamtych warunkach i w dalszym ciągu w dzisiejszych warunkach nie jest to ani możliwe, ani dostatecznie mobilizujące jako program działania politycznego. Nie jest to możliwe, bo mamy spadek po komunizmie i nie jest to możliwe, bo mamy społeczeństwo częściowo wychowane w czasach komunizmu.
Zbyt normalni
A zatem rozumny i szlachetny postulat konserwatywnych liberałów (nie liberałów, bo cokolwiek o nich sądzić, potrafią być o wiele bardziej wyraziści) ma znikomy sex appeal i jest niedostosowany do okoliczności istniejących w takim kraju jak Polska (obawiam się, że zresztą w żadnym kraju), gdyż apeluje do ludzkich głów, a nie do emocji, do poczucia normalności, a nie do potrzeby dramatyzmu. "Szlachetność niestety" to cytat z Czesława Miłosza, który doskonale rozumiał, że w Polsce szlachetność jest i tradycyjna, i konieczna, i - zarazem - skazana na porażkę.
Z idei normalności wynikają nieuniknione konsekwencje, a pierwszą z nich jest przeświadczenie, że w polityce można i wręcz należy obywać się bez przemocy.
Gdyby nas zapytano, wszyscy chórem odpowiedzielibyśmy, że oczywiście, przemocy w polityce nie chcemy. Jednak lubimy charyzmatycznych przywódców, wyraziste wypowiedzi, silne osobowości. Ale nie tylko dlatego w polityce, także w krajach demokratycznych, nie da się zrezygnować z przemocy. Polityka polega na stosowaniu przemocy i tego uniknąć się nie da. Nie musi to być, i obecnie w naszej cywilizacji bardzo rzadko jest, przemoc fizyczna. Wystarczy przemoc werbalna, przemoc psychologiczna, przemoc często prymitywna (by nie powiedzieć chamska), ale przemoc, która wymusza pożądane zachowania polityczne, a w naszym przypadku - zachowania wyborcze.
Przemoc musi towarzyszyć polityce, tak jak seks towarzyszy miłości. Nie ma polityki platonicznej. Doskonale rozumiem, że dla wielu polityków z takich ugrupowań jak PO jest to nieprzyjemne i czasem po prostu niekulturalne, ale polityka to nie kultura, to narzucanie swojej woli, a nie tylko oczekiwanie, że inni wyborcy nas docenią i zrozumieją, jak będziemy dostatecznie kulturalni i normalni.
Diabeł bywa potrzebny
Przemoc brzmi niedobrze, ale w istocie przemocą operowali wszyscy wybitni politycy. Platformie Obywatelskiej brakuje zaś właśnie chęci i umiejętności stosowania przemocy oraz bezwzględności, co jest samo w sobie bardzo sympatyczne, ale nie prowadzi do zwycięstwa politycznego.
Więc lubimy PO, dopóki nie dochodzi do momentu decydującego - do momentu działania. Gdyż wtedy, przyzwyczajeni do tego, że umiarkowana przemoc jest stosowana wobec nas w szkole, w rodzinie, w pracy, nie potrafimy zaakceptować czy też odruchowo odrzucamy szlachetność (niestety) i podobają nam się ci, którzy chcą nas raczej zmusić, niż tylko nam wytłumaczyć. Można spekulować (całkiem trafnie), że wynika to z ciemnej strony natury ludzkiej, ale wszyscy wielcy filozofowie polityczni rozumieli rolę przemocy dla skutecznego działania w polityce, dla realizacji interesu politycznego, nawet dla tak szczytnych celów jak realizacja wspólnego interesu politycznego. Nas trzeba zgwałcić (oczywiście symbolicznie), a nie pieścić się z nami.
Polityka to zawsze jakaś forma paktu z diabłem (o czym tak dobitnie pisał chociażby Max Weber). Pakt z diabłem w polityce (także demokratycznej) polega na tym, że zawsze wybiera się mniejsze zło oraz na tym, że - chociaż cel nie uświęca środków - nie da się uprawiać polityki bez współpracy z ludźmi, z partiami, które są nam obce lub wręcz dla nas paskudne. Oczywiście istnieją pewne granice. O czym boleśnie przekonał się w ostatnich dwu latach PiS, ale bez paktu z diabłem nie da rady. A bardzo niewielu ludzi jest gotowych na taki pakt i na wzięcie na siebie odpowiedzialności za ewentualne podstępy szatana.
Sarenka niedźwiedziem
Platforma Obywatelska nie chce paktować z diabłem i to nam się w niej podoba w okresach międzywyborczych. Łudzimy się bowiem powszechnie lub nie zdajemy sobie sprawy z tego, że bez paktu z diabłem w polityce nie odnosi się zwycięstw. Nie można mieć pretensji do PO, że w okresach międzywyborczych jest taka, jaka jest, bo to jej natura i jej urok.
Wszelako w trakcie kampanii wyborczej trzeba z sarenki uczynić niedźwiedzia, trzeba sprawić, żebyśmy czuli zagrożenie przemocą (symboliczną), a przeistoczenie takie do prostych nie należy. Można się zastanawiać, czy w ogóle jest możliwe. Otóż jest możliwe, co pokazuje praktyka wielu krajów demokratycznych. Przypomnijmy sobie, jak dramatyczne i nacechowane przemocą były zachowania takich przywódców europejskich jak Merkel czy Sarkozy w okresach kampanii wyborczej i jak skutecznymi i umiarkowanymi politykami okazali się po objęciu władzy.
Czy zatem PO brakuje tego rodzaju dwulicowości? Tak, brakuje, ale to nie jest dwulicowość, gdyż czas walki ma inne wymagania niż czas rządzenia. Możemy narzekać na fakt, że taka jest natura polityki i także polityki demokratycznej, ale z naturą się nigdy nie wygrywa, a i zmienić jej się nie da.
A poza tym żyjemy w Polsce, która zawsze była miotana od szlachetności niestety do niepotrzebnej brutalności. Doprawdy mam ja i miliony Polaków też ma już dość tej miotaniny, ale nie ma innego wyjścia niż zgrabna mieszanka szlachetności z brutalnością.
Na razie mamy jednak szlachetność (niestety) po jednej stronie, a brutalność po drugiej i mimo że z estetycznego punktu widzenia wolimy na ogół szlachetność, to w ostatniej chwili poddajemy się brutalności. Fatalna alternatywa - Platformo, weź się do stosowania przemocy i zawrzyj ostrożny pakt z diabłem.