Dziennik Gazeta Prawana logo

Sierakowski: Polacy mogą nie chcieć polskiej Irlandii

5 listopada 2007, 05:54
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Kiedy do kraju wrócą Polacy, którzy wyemigrowali w ostatnich dwóch latach - jeśli w ogóle wrócą? Na razie pytanie to retoryczne. Ale wszyscy, którzy je sobie dziś zadają, wzrok kierują ku zwycięskiej Platformie. To przecież Donald Tusk wie, co zrobić, by te rzesze Polaków z emigracji zawrócić. Ale czy na pewno wie? - zastanawia się w DZIENNIKU Sławomir Sierakowski, redaktor naczelny "Krytyki Politycznej".

Okres powyborczy zazwyczaj mobilizuje do wiary w sukces świeżych zwycięzców. Gdy wygrywał Miller, mówiono o minimum ośmiu latach władzy pragmatycznych polityków z SLD. Gdy meldował wykonanie zadania Jarosław Kaczyński - przeciwnicy obawiali się, że na długie lata trzeba będzie przyzwyczaić się do władzy bliźniaków. W obu przypadkach dwa lata wystarczyły, żeby wszystko wróciło do normy, czyli nomadyczny polski elektorat mógł przerzucić swoje poparcie na kolejną ekipę. Dziś znowu zapewne sądzimy, że tym razem będzie inaczej. W końcu taaaaka frekwencja, taaaaki wynik, to daje taaaaki mandat do władzy, że oni go nie mogą zmarnować.

Przy tym taaaaka dobra sytuacja gospodarcza. A ci nowi przecież nie są tak zwariowani, jak poprzedni, żeby kłócić się ze wszystkimi. Media, inteligencja, biznes, zagraniczna opinia publiczna mogą z pewnością liczyć na przyjazny stosunek nowej władzy, który nie pozostanie nieodwzajemniony.
Naturalnym zatem zwieńczeniem dopiero rozpoczętej epoki Tuska byłby masowy powrót tych, których jako jedyny odwiedził podczas swojej pierwszej zwycięskiej kampanii wyborczej.

Szanse na to wydają się poważne. Bo jak ostatnio przekonywała Petera Sloterdijka, na zorganizowanej przez DZIENNIK debacie, Jadwiga Staniszkis - to my, Polacy, jesteśmy lepiej przystosowani do integracji europejskiej i nowoczesnych przemian niż sklerotyczne narody Zachodu. Brak wielu ogniw w łańcuchu kulturowego rozwoju pozwala nam łatwiej odrywać stopy od ziemi w globalnym wyścigu niż przeciążonemu osiągnięciami nowożytnej cywilizacji Zachodowi. Niemiecki filozof Sloterdijk nie wiedział, że to i tak całkiem spokojna jak na możliwości profesor Staniszkis teza i przekonać się nie dał.

Usprawiedliwia go nieco fakt, że dotąd w swoich książkach zajmował się głównie dowodzeniem niemożliwości w dzisiejszych czasach wiary w utopijne wizje. Chyba faktycznie zaczynamy zostawiać Zachód w tyle.

Pora więc może uwierzyć i w słowa Jarosława Gowina, że niedługo wszyscy dowiedzą się, że polski katolicyzm nie jest objawem zaściankowości, ale właściwej nowoczesności. Dodajmy, że Gowin wyrażał te opinie jako reprezentant partii rządzącej w debacie z reprezentantem opozycji Michałem Kazimierzem Ujazdowskim, a obaj odpowiadali na tytułowe pytanie Cezarego Michalskiego, kiedy obie partie skończą kampanię wyborczą. I już wiemy, skąd te obawy redaktora DZIENNIKA - przy takich różnicach ideologicznych konieczna wydaje się nieustająca kampania informująca, gdzie zaczyna się jedna partia, a kończy druga. W szczególności po niedawnym festiwalu transferów.

Jak pamiętamy, lata 90. przebiegły pod znakiem haseł o doganianiu Zachodu. Dziś to za mało, dziś zaczyna być głośno o przeganianiu Zachodu. Po tym jak - znowu na łamach DZIENNIKA - Tusk niedawno uznał swój poprzedni liberalizm (odpowiadający temu, co na Zachodzie nazywa się tym terminem) za liberalizm naiwny, a obecny (odpowiadający temu, co na tym samym Zachodzie nazywa się konserwatyzmem) za liberalizm dojrzały, jeszcze bardziej czytelny staje się podział na dojrzałą Polskę i wsteczny Zachód.

Kiedyś naiwny Tusk głosił konieczność budowy państwa wolnego światopoglądowo, w którym mniejszości czuć się będą równie komfortowo jak większość. Kiedyś prawo do aborcji było warunkiem równego statusu kobiet i mężczyzn. Dziś jego brak jest nie tylko polską specyfiką, ale wręcz objawem narodowej wyższości. To, z czym kiedyś, gdy naiwnie wierzyliśmy w swoje poglądy, szliśmy do władzy i nie doszliśmy, możemy dziś nazwać nawet przestarzałym, gdy tę władzę zdobyliśmy, bo przez niemal dwie dekady pobytu w polskim parlamencie dojrzeliśmy do tego, żeby nie wierzyć już w nic.

W ten sposób możemy właściwie pogodzić Jadwigę Staniszkis i Petera Sloterdijka. Zwycięstwo polskich liberałów jest ostatecznym triumfem postpolitycznego rozumu cynicznego, który zawsze czymś zastępuje sobie dawne, "naiwne" przekonania polityczne. U nas odbywa się to w wyjątkowo zabawny sposób, gdy coraz bardziej nihilistyczna klasa polityczna produkuje coraz bardziej dojrzałe i nowoczesne wizje polityczne, podpierając się głęboką wiarą w wartości chrześcijańskie i cud gospodarczy.

Dlatego gdy zastanawiam się, czy Polacy, którzy wyemigrowali, wrócą, to obawiam się, że będą woleli raczej tamtejszą "naiwną" nowoczesność niż tę naszą "dojrzałą" Z koalicyjnymi podchodami pod siebie partii Tuska i Pawlaka, dominacją schecynizmu w obsadzaniu stanowisk państwowych i blokującym wszystko, co się da prezydentem, zmuszającym rząd do kupczenia dobrem wspólnym z niezatapialnymi towarzyszami z LiD.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj