Rywin, oskarżany o korupcyjną współpracę z politykami lewicy, chce, by polski wymiar sprawiedliwości przyznał się do błędu. Jakiego? "Jeśli w 2004 r. sąd apelacyjny dostrzegł możliwość poczynienia własnych ustaleń i zmiany wyroku, to powinien sprawę zwrócić do I instancji z wytycznymi. Tak, by zapewnić naszemu klientowi znowu możliwość wykorzystania całej drogi kontroli instancyjne" - mówi "GW" obrońca Rywina Piotr Rychłowski

Zamiast tego, sąd apelacyjny ponownie skazał Rywina. Tyle że za inne przestępstwo. Prawnicy twiedzą, że było to naruszenie konstytucyji. I dlatego teraz poskarżył się w Trybunale Konstytucyjnym.

Nie wiadomo jednak, czy Rywin robi to po to, bo zależy mu na odszkodowaniu, czy też chce ratować zszargany wizerunek. Wiadomo jednak, że chce poskarżyć się na polski wymiar sprawiedliwości także do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Prawnicy Rywina podkreślają, że Rywin nie skarży się na to, że został niesprawiedliwie wsadzony do więzienia. I nie zaprzecza, że poszedł do redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" Adama Michnika, by wyłudzić od jego pracodawców - szefów wydawnictwa Agora - 17,5 mln dolarów za korzystne dla Agory zmiany w ustawie medialnej. Nie przeczy też, że zależało mu na objęciu stołka prezesa Polsatu, który w wyniku tych zmian miał przejść w ręce Agory.