Do tej pory rada pedagogiczna każdej szkoły musiała wytypować najwyżej trzy tytuły do nauczania danego przedmiotu, a zatwierdzone podręczniki musiały obowiązywać w szkole przez trzy lata. Teraz te ograniczenia znikną. By jednak nie dopuścić do sytuacji, w której pedagodzy zbyt często zmienialiby szkolne książki - w znowelizowanej ustawie znajdzie się przepis, że każda zmiana podręcznika będzie musiała być pozytywnie zaopiniowana przez radę rodziców. Nowe prawo ma obowiązywać już od najbliższego roku szkolnego.

Reklama

Proponowane zmiany chwalą eksperci. "To likwidacja martwych regulacji, które w żaden sposób nie wpłynęły na obniżenie cen szkolnych książek. Ograniczały tylko wolność nauczycieli i kłóciły się z zasadami wolnego rynku" - przekonują. "To była sztuczna restrykcja, która w dużych szkołach mających kilka klas autorskich mogła nawet zawężać ilość realizowanego programu" - tłumaczy Cezary Urban dyrektor najlepszego liceum w Polsce i poseł PO zasiadający w sejmowej komisji ds edukacji.

Jego zdaniem w znowelizowanym prawie powinno być jedynie jasno zapisane, że wybranego podręcznika nie należy zmieniać w trakcie trzyletniego cyklu kształcenia ucznia. "Dobrze jest, gdy podręcznik idzie za uczniem" - argumentuje Urban. Chodzi o to, by nie przerywać programu nauczania związanego z wybraną, konkretną serią podręczników dla kolejnych klas.

Planowane zmiany najbardziej ucieszyły wydawców. "To powrót do zasad wolnego rynku, który jest najlepszym regulatorem jakości i ceny" - mówi DZIENNIKOWI Piotr Marciszuk prezes Polskiej Izby Książki. Zaznacza jednak, że wspólnie z księgarzami i resortem edukacji zamierza wyeliminować patologie, do jakich dochodziło w szkołach w związku z zakupami książek, gdy obowiązywała zupełna dowolność wyboru. "Mamy zamiar zorganizować okrągły stół w tej sprawie. Warto, by ministerstwo jasno powiedziało nauczycielom, co im wolno, a czego nie przy sprzedaży książek" - dodaje.

Niektórzy wydawcy w ramach promocji podręczników w szkole oferowali nauczycielom, którzy dokonywali ich wyboru, pokaźne rabaty przy sprzedaży. Zdarzało się, że nauczyciele sprzedawali podręczniki po cenie detalicznej, a pieniądze ze zniżki trafiały do ich kieszeni. Dochodziło także do sytuacji, gdy wydawca proponował szkole dodatkowe wyposażenie np. pracowni komputerowej za to, że to jego podręczniki zostały wybrane do nauczania.

Zgodnie z nowym prawem dyrektor szkoły nie będzie miał obowiązku organizowania kiermaszy książek w szkole. "Chcemy, aby głos w tej sprawie miała również rada pedagogiczna czy rodziców. W ten sposób dyrektorzy unikną podejrzenia, że organizują kiermasze pod dyktando jakiegoś wydawcy" - przekonuje Domicela Kopaczewska, posłanka PO, która będzie koordynować prace nad nowelizacją ustawy o systemie oświaty.