Jak pisze dziennik "Polska", w listopadzie 2007 r. Sowińska na gali w Bibliotece Narodowej rozdawała ustanowione przez siebie medale. Dostali je m. in. duchowni zaprzyjaźnieni z panią rzecznik, która potem kazała zataić informacje o tej imprezie.

Gazeta, która rozmawiała z kilkoma byłymi pracownikami urzędu Rzecznika Praw Dziecka, twierdzi, że w tej instytucji najbadziej liczy się lojalność wobec Ewy Sowińskiej. A najlepszą rekomendacją do otrzymania pracy w jej Biurze jest przynależność do LPR lub Młodzieży Wszechpolskiej. W ostatnich miesiącach z pracy odeszła większość specjalistów. Ewa Sowińska zastąpiła ich swoimi zausznikami - pisze "Polska".

Według gazety, żyjąc w ciągłej obawie przed krytyką ze strony dziennikarzy, Sowińska wprowadziła kuriozalną zasadę, że jej podwładni nie mogą bez uzasadnienia poruszać się po siedzibie Biura. Ma to podobno ukrócić powstawanie plotek, które potem mogą wydostać się na zewnątrz.

Jedyne media, do których Ewa Sowińska ma zaufanie, to Radio Maryja i Telewizja Trwam. W ostatnich miesiącach wystąpiła w nich kilkanaście razy. Świadkowie opowiadają o fanatycznym wręcz uwielbieniu Sowińskiej dla o. Tadeusza Rydzyka. Dla innych dziennikarzy Sowińska jest niedostępna do tego stopnia, że planowała zbudować na zapleczu gabinetu małą toaletę, gdzie mogłaby się ukryć w razie nagłej ich wizyty - twierdzi dziennik.