Kilka miesięcy temu Peter Vogel udzielił "Newsweekowi" wywiadu. Wyznał on w nim, że tuż przed zakończeniem parlamentarnej kampanii wyborczej w 2005 roku dotarły do niego informacje, że czołowych polityków PiS interesują wszystkie możliwe haki na działaczy Platformy. "Poprzez różne osoby zaczęły do mnie docierać sygnały typu - czy bym się przypadkiem nie mógł przysłużyć?" - mówi Vogel.

Reklama

Vogel twierdzi, że w zamian za haki na PO obiecywano mu "całkowite ukręcenie łba" jego sprawie. Szwajcarski bankier, zatrzymany w Warszawie w niedzielę wielkanocną przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego, starał się wówczas o zatarcie skazania sprzed 35 lat.

Bankier twierdzi, że nie pytano go wtedy o "kwity na SLD" - wówczas nikogo to nie interesowało. "Walka o stołki rozgrywała się między PO i PiS" - twierdzi Vogel.

"W trakcie nieformalnych rozmów narastało napięcie, bo uczestniczyli w nich ludzie, którzy swego czasu ocierali się lub wręcz pociągali za sznurki spraw dotyczących Telegrafu, FOZZ i Art. B. Na jednym ze spotkań zauważyłem, że wypytujący chyba bardziej powinni się martwić o siebie niż wrogów z PO" - opowiada "Newsweekowi" Vogel. "Być może ktoś się nagle zorientował, że mogę posiadać również informacje o nieprawidłowościach w układzie prawicowym. Konsekwencją tych rozmów było wrażenie nagabujących, że Vogel może mieć też kwity na PiS lub ludzi współpracujących z tą partią" - dodaje.

Pośrednikiem między przedstawicielami PiS a Voglem miał być jeden z polskich adwokatów. Bankier nie chciał podać żadnych nazwisk.