Wojewoda w rozmowie z radiem RMF FM wskazał, że w ostatnich dniach zaobserwowano stabilizację w ilości zachorowań na Mazowszu. - Wstrzymuję się z prognozowaniem przyszłości, bo takie oceny się z reguły nie sprawdzają, ale na razie dajemy sobie radę w walce z epidemią. Na Mazowszu jest jeszcze tysiąc łóżek do wykorzystania dla pacjentów z COVID-19, ponadto wolne jest jeszcze 40 stanowisk z respiratorami - powiedział.

Reklama

Jak dodał, gdyby się ten zapas wyczerpał, zostaną powołane szpitale tymczasowe. - Jesteśmy teraz w trakcie zamiany ok. 3 tys. łóżek szpitalnych w łóżka dla pacjentów z covidem. Dotyczy to szpitali na terenie całego województwa - wskazał.

Uważam, że polska służba zdrowia zaskakująco dobrze przechodzi ten test. Test niezwykle trudny i taki, którzy przekłada się na różnego rodzaju perturbacje w tym także na pewien dyskomfort niektórych pacjentów, pewne obawy o to, że pacjenci bez koronawirusa mogliby mieć gorszy dostęp do świadczeń, których oczekują - ocenił były minister zdrowia w RMF FM.

Zapytany o to, czy NFZ na Mazowszu faktycznie zamrozi usługi medyczne niezwiązane z covidem, odpowiedział, że nie jest to zamrożenie, a "zalecenie". - To trochę jak w Wielkiej Brytanii. Chodzi o to, żeby powstrzymać się od wykonywania diagnostyki i terapii, które nie są aż tak potrzebne w tym momencie. W tym momencie na Mazowszu z powodu covida jest hospitalizowanych ok. 2300 osób. To ich leczenie jest teraz priorytetem - zaznaczył.

Na pytanie, co sądzi o organizacji Marszu Niepodległości w tym roku, ocenił, że "masowe demonstracje sprzyjają transmisji wirusa". - Ponadto nie wiadomo na jaką skalę, bo informacje o zakażonych po protestach spływają z opóźnieniem - powiedział.