Lider PO Borys Budka stwierdził w piątek, że politycy PiS pokazali w nocy z czwartku na piątek, że mogą zmienić każde głosowanie, które im nie pasuje. Ocenił, że to było złamanie elementarnych zasad parlamentaryzmu.

Reklama

Chodzi o sytuację z głosowań, które odbyły się w Sejmie w nocy z czwartku na piątek. Początkowo przyjęta została uchwała Senatu o odrzuceniu noweli dotyczącej zapewnienia w okresie epidemii wystarczającej liczby kadr medycznych, ponieważ zabrakło jednego głosu do jej odrzucenia - wymagana większość bezwzględna wynosiła tu 226 głosów, a odrzucenie uchwały poparło 225 posłów.

Następnie posłowie PiS złożyli wniosek o reasumpcję tego głosowania, został on przyjęty, głosowanie nad uchwałą Senatu powtórzono i w tym drugim głosowaniu senackie stanowisko zostało odrzucone, bo za odrzuceniem zagłosowało 234 posłów, gdy wymagana większość bezwzględna wynosiła 228.

Po pierwszym głosowaniu wicepremier Piotr Gliński podszedł do prowadzącej obrady marszałek Elżbiety Witek i powiedział, że "jest prośba szefa, żeby zrobić przerwę, bo chyba reasumpcję trzeba będzie zrobić".

Rzeczniczka PiS Anita Czerwińska w rozmowie z PAP podkreśliła, że przeprowadzanie reasumpcji głosowań jest procedurą sejmową. - Nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że na wniosek grupy posłów marszałek Sejmu zarządza powtórne głosowanie. Zasady dotyczące reasumpcji głosowań obowiązują od 2003 r. - zauważyła.

Szkoda - zaznaczyła - że część polityków opozycji nie zna lub nie chce poznać zasad działania Sejmu i powtarza "fake newsy".

Reasumpcji nie przeprowadza się oczywiście za każdym razem, stosuje się ją, gdy jest to uzasadnione. Nasz wniosek był uzasadniony - przekonywała posłanka PiS.

Marszałek Sejmu działała zgodnie z Regulaminem Sejmu. Otrzymała poprawnie sporządzony wniosek i zarządziła powtórne głosowanie - zapewniła Czerwińska.

W jej ocenie, "krzyki opozycji i pogróżki pokazują, że zależy im tylko na blokowaniu prac Sejmu i awanturze".

Czerwińska zwróciła ponadto uwagę, że ustawa nie dotyczy wyłącznie zapewnienia w okresie epidemii wystarczającej liczby kadr medycznych, ale też wynagrodzeń lekarzy specjalistów.

Opozycja podważa wszystko. Szczególnie oburza, że ustawa, o której mówimy dotyczy wynagrodzeń lekarzy. Lekarze specjaliści od 2 lat po porozumieniu z rządem otrzymują 6750 zł. Różnicę w stosunku do poprzedniej pensji dopłaca NFZ. Gdyby ustawa została odrzucona od 1 stycznia nie byłoby podstawy prawnej, aby to kontynuować, czyli np. lekarz zarabiający dwa lata temu 4200 zł ponownie wróciłby do tej pensji lub dyrektor szpitala musiałby znaleźć dodatkowe pieniądze - tłumaczyła rzeczniczka PiS.

Jak dodała, opozycja głosowała przeciw, krytykując reasumpcję głosowania, a w powtórnym głosowaniu, gdy - jak mówiła Czerwińska - mogła zmienić stanowisko i wesprzeć lekarzy "niestety tego nie zrobiła". "To najdobitniej pokazuje ich prawdziwe intencje. Jednego dnia twierdzą, że są za przekazaniem lekarzom dodatkowych pieniędzy, a drugiego, kiedy można to realnie zrobić poprzez głosowanie, a nie wykrzykując na konferencjach prasowych, i utrzymać należne lekarzom wynagrodzenia są za ich obniżeniem" - mówiła Czerwińska.

To szczyt hipokryzji i obłudy. Liczą się czyny nie słowa. Czas pandemii, to test na dojrzałość, odpowiedzialność dla całej klasy politycznej. Opozycja się bawi w wojenki polityczne, my walczymy o zdrowie i życie Polaków - podkreśliła rzeczniczka PiS.