Rzońca podkreśla, że niemieckie partie, które we wtorek podpisały umowę koalicyjną - SPD, Zieloni i FDP – chcą, aby Unia Europejska wyglądała zupełnie inaczej, niż chcieli tego jej założyciele, tacy jak Robert Schuman czy Alcide De Gasperi.

Reklama

Nie będzie to Unia wolnych narodów i wolnych suwerennych państw, ale Unia coraz większych wpływów najbogatszych państw kosztem biedniejszych. Berlin już i tak zdominował wszystkie instytucje unijne w Brukseli. O ile była kanclerz Angela Merkel starała się jeszcze czynić pozory, o tyle nowy kanclerz i koalicjanci mówią wprost, że będą dążyć do stworzenia Stanów Zjednoczonych Europy. To jednak napotka na ogromny opór różnych środowisk konserwatywnych i tych związanych z chadecją w Europie - uważa Rzońca.

Jego zdaniem akceptacja dla tworzenia „państwa europejskiego” jest charakterystyczna tylko dla środowisk lewicowych i liberalnych. Europa nie chce Unii, która będzie zdominowana przez Niemców i lewicę. Byłoby to zaprzeczaniem tych wszystkich wartości, które legły u podstaw tworzenia wspólnoty. Umowa koalicyjna SPD, Zielonych i FDP w wielu krajach i środowiskach podziała jak zimny prysznic – wskazuje europoseł.

Nie dziwią go zapisy umowy koalicyjnej dotyczące Rosji. Były kanclerz Niemiec, socjalista, Gerhard Schroeder jest na liście płac prezydenta Rosji Władimira Putina, tak samo jak inni lewicowi politycy z Austrii, Finlandii czy Francji. Pomimo tego wiele państw Europy Środkowo-Wschodniej nie zgodzi się na miękkie podejście wobec Rosji Putina – wskazuje.

Umowa koalicyjna

Czołowi przedstawiciele partii SPD, Zielonych i FDP podpisali we wtorek w Berlinie umowę koalicyjną, zawartą pod koniec listopada. Sporo miejsca poświęcono w niej Unii Europejskiej, za którą nowy rząd czuje "szczególną odpowiedzialność". Nie wspomina się o gazociągu Nord Stream 2, a stosunki z Rosją uznaje za "głębokie i różnorodne". Są słowa wsparcia dla Ukrainy i Białorusi.

Partnerzy koalicyjni chcą nadać UE konstytucję i rozwinąć ją w "federalne państwo europejskie".

"Przyszły rząd federalny wzywa zatem do stworzenia Stanów Zjednoczonych Europy" - uznał tygodnik "Spiegel". "Po drodze chce zmienić traktaty UE - co w Brukseli jest powszechnie uważane za niemożliwe - i wprowadzić europejską ordynację wyborczą z ponadnarodowymi listami i wiążącym systemem najlepszych kandydatów".

Reklama

Ponadto ma zostać zniesiony wymóg jednomyślności w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, co jest możliwe tylko w przypadku jednomyślnej decyzji wszystkich państw UE, oraz ma zostać powołany "prawdziwy minister spraw zagranicznych UE". Ostateczny cel to "bardziej sprawna i strategicznie suwerenna Unia Europejska".

Na 177 stronach umowy koalicyjnej nie wspomina się o gazociągu Nord Stream 2. W jednym miejscu znalazło się jednak zdanie: "Europejskie prawo energetyczne ma zastosowanie również do projektów polityki energetycznej w Niemczech".

Koalicjanci poświęcili w swojej umowie sporo miejsca Rosji.

"Stosunki niemiecko-rosyjskie są głębokie i różnorodne" - piszą. Rosja "jest również ważnym graczem międzynarodowym. Rozumiemy, jak ważne są znaczące i stabilne relacje i wciąż do nich dążymy. Jesteśmy gotowi na konstruktywny dialog". Nowa koalicja podkreśla: "Zajmujemy się interesami obu stron w oparciu o zasady prawa międzynarodowego, prawa człowieka i europejski porządek pokojowy, do którego przestrzegania zobowiązała się również Rosja. Szanujemy interesy naszych europejskich sąsiadów, zwłaszcza naszych partnerów w Europie Środkowej i Wschodniej. Weźmiemy pod uwagę różne sposoby postrzegania zagrożeń i skoncentrujemy się na wspólnej i spójnej polityce UE wobec Rosji".

SPD, Zieloni i FDP deklarują: "Będziemy nadal wspierać Ukrainę w przywracaniu pełnej integralności terytorialnej i suwerenności. Dążymy do pogłębienia partnerstwa energetycznego z Ukrainą, z dużymi ambicjami w zakresie energii odnawialnej, produkcji zielonego wodoru, efektywności energetycznej i redukcji CO2".