Nie. To samo co on mówił wcześniej Jerzy Robert Nowak, postać odrażająca. Opluwał mnie, wysuwając ten sam zarzut, i przegrał proces. I powiedział mi podobnie
jak Kaczyński: „gdybyś, niedźwiedziu, w mateczniku siedział”. Kaczyński zemścił się za moje polityczne wystąpienie. Nie przywiązuje do tego większej wagi. Ja byłem
już oskarżony przez Macierewicza, że jestem agentem, więc do oszczerstw i insynuacji jestem przyzwyczajony. Kaczyński to człowiek chory z nienawiści i całkowicie skompromitowany. On mnie już
tylko śmieszy.
Jednak po tych słowach wszystkie oczy zwróciły się na protokoły z pana przesłuchań zawarte w książce Piotra Byszewskiego. Ja tej książki nie ukrywam, przeciwnie - odsyłam wszystkich do niej. Tam nie ma nic kompromitującego. Widać, że staram się bronić ludzi. A kiedy widziałem już, że to nie ma szans, to się przyznawałem i niektóre rzeczy mówiłem. I pozostawiam opinii publicznej ocenę. Nie Kaczyński będzie mnie recenzował.
Bicia nie było, w tym sensie były zupełnie kulturalne. Nikt nie robił mi krzywdy, choć oczywiście były męczące, trwały czasem do dziesiątej, jedenastej w nocy, ale na ogół do ósmej,
dziewiątej. Wydobywano od nas zeznania, pokazując na ogół protokoły zeznań innych kolegów. Były dwie osoby, nie będę podawał nazwisk, którzy denuncjowali nas w tym sensie, że wszystko
mówili, i to nam utrudniało obronę.
Myślałem początkowo, że nawet więcej. Grożono mi nawet karą śmierci. Był taki moment, że nagle ktoś przyszedł i powiedział: chyba pana nie powieszą. Byłem młody i bardzo się bałem.
Miałem 25 lat, proszę pamiętać.
To prawda. Czuma nie powiedział ani jednego słowa. To było takie jedno zeznanie. Ja mówiłem to, co uznawałem, że oni już wiedzą. Ale nie powiedziałem ani jednej rzeczy, która byłaby dla
SB nowa, a więc w tym sensie użyteczna. A tego dotyczy zasadniczy spór.
Znam dokładnie tę panią. Pluje na mnie od lat. Napisała okrutny list do prokuratury i opluła nas w sposób nikczemny. Przegrała proces.
Nie chcę wchodzić w prywatne sprawy. Mogę powiedzieć, że się przechwala. Rozmawiamy o wydarzeniach sprzed 40 lat: czas okazał się okrutny dla niektorych osób.
Jakbym miał dzisiejsze doświadczenia, gdybym wiedział to, co dziś wiem, to oczywiście nie powiedziałbym ani jednego słowa. Ale jaką to ma teraz wartość: co bym zrobił, gdyby. Zresztą już
później w stanie wojennym internowany czy wzywany na komendę nie mówiłem ani słowa.
Nie miałby szans na wygraną, bo to, co robiłem wtedy, było dobre. Ale raczej nie, bo to byłaby reklama, zaszczyt dla niego. Dla mnie kojarzenie się z Kaczyńskim jest niekorzystne. Dwa procesy
tego typu wygrałem i te wyroki dają mi satysfakcję. Nie wiem, pomyślę jeszcze o tym.
Te słowa świadczą, że Kaczyński zupełnie oszalał, nienawiść zalała mu zupełnie mózg. Mnie nikt nie torturował, ja się nie kreuję na bohatera, nie mam pojęcia, jak bym się zachował,
gdyby mnie torturowano. To porównanie jest szydzeniem z ofiar gestapo. Przecież to była w ogóle inna, nieporównywalna skala cierpienia!
Oczywiście, że cynizm. Przecież jak razem budowaliśmy partie polityczne, to miał największe uznanie dla mnie jako bohatera, który walczył. Zawsze podkreślał, że się do mnie nie
porównuje. Ale teraz stał się całkowicie zdemoralizowanym, podłym człowiekiem. Dam przykład. Kiedy obalano rząd Olszewskiego, ktoś z otoczenia Wałęsy poprosił mnie na naradę partii,
które, jak się okazało, to szykują. Wszedłem tam, byłem pół minuty. Sfilmowano mnie z ukrytej kamery. Poszedłem od razu do Kaczyńskiego, bo wspólnie broniliśmy Olszewskiego, i mówiłem
mu o tej naradzie i o tym, że nie mamy szans. Potem, kiedy byliśmy już z Kaczyńskim skłóceni politycznie, Kurski pokazał mnie na tej naradzie w filmie "Nocna zmiana" i
Kaczyński oskarża mnie do dziś, że ja też brałem udział w obalaniu rządu Olszewskiego. To po prostu całkowicie załgany człowiek.
*Stefan Niesiołowski, poseł PO, wicemarszałek Sejmu