W negocjacjach o uzyskanie jak najlepszych stanowisk w delegacjach zagranicznych Parlamentu Europejskiego, nasi europosłowie uzyskali stanowiska szefów dwóch kluczowych dla polskiej polityki zagranicznej grup. Grupie UE-Białoruś będzie dowodził Jacek Protasiewicz z PO, a UE-Ukraina - Paweł Kowal z PiS.
Dlaczego to sukces? Bo w PE nieprzychylnie patrzy się na zajmowanie tych stanowisk przez Polaków, postrzeganych tu jako rusofobów. Ten właśnie stereotyp zadziałał w przypadku obsadzenia szefostwa nowopowstałej grupy zrzeszającej UE, Ukrainę, Białoruś i trzy kraje kaukaskie: Mołdowę, Armenię i Azerbejdżan. Jej szefem został prorosyjski Bułgar.
Polakom przypadło stanowisko wiceszefa. Ale objął je nie polityk PO, a Ryszard Czarnecki z PiS. To porażka Jacka Saryusza-Wolskiego, który od początku do końca był pomysłodawcą takiej grupy. Na otarcie łez dostał prestiżowe, acz mało znaczące kierownictwo delegacji UE-NATO.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|