Dziennik Gazeta Prawana logo

Cimoszewicz: Mnie też podsłuchiwano

24 października 2009, 09:50
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Włodzimierz Cimoszewicz wyznał, że on także padł ofiarą podsłuchów. Wszystko działo się kilkanaście lat temu w Białymstoku - relacjonował w rozmowie z "Polską The Times". Dodał, że wiedział o tym obecny szef ABW, a wówczas kierujący tamtejszą delegaturą UOP, Krzysztof Bondaryk. Zdradza też, na kogo zagłosuje w wyborach prezydenckich.

Cimoszewicz jest bardzo . "Za dużo służb specjalnych uzyskało zbyt daleko idące uprawnienia, przy jednocześnie zbyt niskim poziomie ich kontroli. Przecież gołym okiem widać, że - przekonywał. Jego zdaniem, nad służbami nie panuje nawet premier.

Opowiedział także o , kiedy to on miał być podsłuchiwany za wiedzą Krzysztofa Bondaryka. "Kiedy półtora roku temu , w którym zapewniał mnie, że takie fakty nie miały miejsca. Pozwolę sobie pozostać przy swojej ocenie" - wyjaśnił.

Były premier stwierdził, że Donald , bo - jego zdaniem - nie powinien się w tę sprawę angażować. "Powinien natychmiast , zaprosić go do siebie i powiedzieć: <Panowie teraz mają sobie coś do powiedzenia>" - radził. I dodał, że premier powinien był jak najprędzej powiadomić o wszystkim prokuraturę.

Ale, jak stwierdził, wywołanego przez wysyp afer. "Zademonstrował stanowczość i odniósł sukces, bo opinia publiczna to zaakceptowała" - mówił Cimoszewicz. Ale zaraz dodał, że cała . "Ale mam nadzieję, że wróci na dobrą drogę, bo nie ma dziś alternatywy dla PO" - powiedział.

Włodzimierz Cimoszewicz po raz kolejny potwierdził, że w wyborach prezydenckich, choć jest namawiany do tego na każdym kroku. "Znajomy senator PO mówi mi, że powinienem kandydować, bo jego rodzina zobowiązała go do powiedzenia mi tego. Później mówi mi to samo senator PiS. W Sejmie zaczepia mnie posłanka i mówi, że gotowa jest organizować mi sztab wyborczy. Na stacji benzynowej dwóch facetów przerywa tankowanie, żeby mi powiedzieć, że muszę kandydować. I tak wszędzie" - opowiadał.

Ale skoro nie on, to kto? - wyjaśnił krótko. I ogłosił, że wraca do puszczy, gdzie czeka na niego ważne zadanie - musi . "Wzbudza to też entuzjazm mojej żony. Poprosiłem stolarza o kosztorys, wycenił na 10 tys. zł. Powiedziałem mu, że chyba zwariował, że nie każdy polityk jest złodziejem, więc robię te szafki sam" - wyjaśnił.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj