To nie żart! Trzech mężczyzn przebranych za cyrkowych klaunów przypuściło atak na jedną z amerykańskich wyrzutni rakiet jądrowych. Emerytowany ksiądz i dwóch byłych wojskowych, należących do ruchu antyatomowego, do strzeżonego ośrodka armii amerykańskiej włamali się przy użyciu młotów i przecinaków do metalu. Złapano ich, gdy próbowali rozbić pokrywę silosa, pod którą leży rakieta z 300-kilotonową głowicą jądrową.
Ta użyta w Hiroszimie miała 22 kilotony. Gdyby szaleńcom udało się uszkodzić głowicę, Północna Dakota mogłaby się zamienić w pustynię. By jednak przebić
się przez ważącą 110 ton pokrywę, musieliby dysponować ciężkim sprzętem budowlanym.
Trzech klaunów tłumaczy swoje przebranie i powód ataku "historycznym znaczeniem królewskich klaunów i trefnisiów", którym na sucho uchodziło wytykanie władzy jej błędów. A budowa i posiadanie broni jądrowej jest, ich zdaniem, grzechem, za który prezydent Bush i całe USA sowicie zapłacą.
Na razie płacić, i to sowicie, będą śmieszni włamywacze. Sprawą ich ukarania interesują się jednocześnie prokuratura stanowa, FBI i wojsko.
Trzech klaunów tłumaczy swoje przebranie i powód ataku "historycznym znaczeniem królewskich klaunów i trefnisiów", którym na sucho uchodziło wytykanie władzy jej błędów. A budowa i posiadanie broni jądrowej jest, ich zdaniem, grzechem, za który prezydent Bush i całe USA sowicie zapłacą.
Na razie płacić, i to sowicie, będą śmieszni włamywacze. Sprawą ich ukarania interesują się jednocześnie prokuratura stanowa, FBI i wojsko.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl