"Od początku wiedzieliśmy, że mogą czekać na nas niespodzianki. Pociski świstały nam nad głową. Tempo było żółwie. Do czwartku, do godziny 18.00 udało się pokonać jedynie 10 km" - przyznaje Adam Dłużniewski, dowódca polskiego kontyngentu.
Nagle w kierunku Polaków polecaił grad pocisków. Wybuchały z każdej strony, w odległości kilku metrów. Autokary zostały uszkodzone. Nie można było dalej jechać. Zarządzono powrót. Na szczęście rodzinom pracowników ONZ udało się uciec ze zniszczonego wcześniej przez bojowników Hezbollachu miasta. Zostali wywiezieni przez amerykańskich żołnierzy bocznymi drogami. Dotarli na wybrzeże. Wsiedli na jeden z okrętów wojennych.
A nasi żołnierze? Zostali na stanowiskach. Kończy im się woda i jedzenie. Wkrótce, gdy do Libanu wkroczą izraelskie czołgi, rejon w którym stacjonują zamieni się w pole bitwy.
Więcej o sytuacji polskich żołnierzy w Libanie dowiesz się z dzisiejszego DZIENNIKA.