Dyrekcja szkoły twierdzi, że miny były "na potrzeby szkoły". Używano ich m.in. na zajęciach z przysposobienia obronnego. Jeśli jest to prawdą, to wcale nie jest pocieszające. Bo groźne ładunki trzymano bez zabezpieczeń w magazynie. I mogły stać się łupem szaleńców.
Aż strach pomyśleć, że ogromny dramat ze szkoły w Biesłanie mógłby się powtórzyć. 1 września kaukascy terroryści wtargnęli do szkoły podstawowej nr 1. Wzięli 1127 zakładników, głównie dzieci, które przyszły na rozpoczęcie roku szkolnego. Po dwóch dniach siły specjalne wzięły szkołę szturmem. W krwawej jatce zginęło 318 zakładników.