Palestyńczyk przeskoczył płot z pistoletem w ręku i sterroryzował pracowników brytyjskiej ambasady w Tel Awiwie. Domagał się azylu w Europie. I groził, że się zastrzeli.
Gdy na parking ambasady wtargnęli antyterroryści, siedział w kącie i płakał, ściskając w ręku pistolet. Przez łzy wyznał, że nie ma dla niego życia w Palestynie. Dlaczego? Bo wpadł w straszne długi. Okazało się, że chciał mu pomóc Hamas. Terroryści obiecali, że spłacą go i pomogą jego rodzinie, jeśli ten... wysadzi się w powietrze w jednym z izraelskich autobusów.
"Nie chciałem mordować dzieci. Chcę uciec z tego koszmaru" - płakał do kamery 28-letni Nadim Injaz. Błagał pracowników ambasady, by dali mu angielskie obywatelstwo i wywieźli daleko od Palestyny.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|