Bush jasno mówi, że Teheran nie chce współpracować z cywilizowanym światem, więc poniesie konsekwencje swoich prób produkcji bomby atomowej. Nie powiedział tylko, czy Ameryka i Izrael zaatakują atomowe instalacje Iranu, czy też nałożą na Teheran nowe sankcje.
Tyle że sankcje nic nie dadzą, bo przecież Waszyngton już dawno zakazał amerykańskim firmom robić interesy z Iranem, więc nie wiadomo, co jeszcze mogliby nakazać ajatollahom. Wydaje się więc, że wojna wisi na włosku.
Jednak Amerykanom nie udało się przekonać świata do ataku. Kanclerz Niemiec Angela Merkel twierdzi, że trzeba coś z Iranem robić, "jednak Niemcy nie zamkną przed Teheranem drzwi". Francja wyklucza użycie siły, a angielski premier Tony Blair nie zdoła przekonać parlamentu i społeczeństwa do kolejnej wojny. Mało tego, Rosja i Chiny, które zawsze wspierały Teheran, wykluczają sankcje, a o ich zgodzie na wojnę nie ma nawet mowy.
Co prawda, minister obrony USA Donald Rumsfeld sugerował, że Amerykę stać na kolejną wojnę, ale to raczej pusta groźba. Kongres nie da Bushowi pieniędzy na kolejną wojnę, bo ta zniszczyłaby amerykańską gospodarkę.
Jedyne wyjście, jakie pozostało Amerykanom, to dać Izraelowi zielone światło do ataku. Ale to by mogło być początkiem wojny krajów muzułmańskich z Tel Awiwem, a w rezultacie trzeciej wojny światowej.