W USA każdy, kto tylko ma przy sobie coś po arabsku, od razu staje się podejrzanym o terroryzm. Przekonał się o tym Kalifornijczyk, którego nie wpuszczono do samolotu w koszulce z arabskim napisem.
Raed Jarrar chodzi wściekły: "Uciekłem z mojego kraju przed dyktaturą, by władze nie mogły mi mówić, w czym mam chodzić". Myślał, że USA to prawdziwa oaza
wolności. No i się przeliczył.
Chciał lecieć samolotem w koszulce z napisem w języku farsi: "Nie będziemy milczeć". Ochrona lotniska nie pozwoliła mu lecieć. Mało tego, usłyszał, że lot w takiej
koszulce, to tak jakby wszedł do banku z napisem: "Chcę was obrobić".
Jarrar myśli o podaniu linii do sądu, a jej szefowie już prowadzą wewnętrzne śledztwo w tej sprawie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|