Szef Ministerstwa Ochrony Środowiska, Żywności i Rolnictwa goni za trendem, by wszystko co się da umieszczać w internecie, najlepiej w postaci bloga. Dlatego w sieci umieścił projekt nowej ustawy. I poprosił internautów, by go przejrzeli i wskazali, czego może brakować.
Dziennik internetowy Davida Milibanda działał na zasadzie podobnej do sieciowej encyklopedii Wikipedia, gdzie artykuły piszą sami internauci. Do ustawy o odpowiedzialności biznesu za środowisko zostawili... 170 poprawek. I to nie byle jakich.
Nagłówek "Kim są sygnatariusze umowy o ochronie środowiska?" zamieniono na "Gdzie jest przyjęcie dla sygnatariuszy umowy o ochronie środowiska? Czy mogę przyjść? Czy będzie ciasto? Hura!". W innym miejscu, w odpowiedzi na pytanie o "narzędzia służące stworzeniu umowy", internauci napisali, że potrzeba "szpadla, miksera, butelki po płynie do naczyń i plastikowej torebki".
Eksperyment zawieszono, strona z projektem dokumentu została, ale możliwość edytowania wyłączono. Minister zapowiada, że do pomysłu jeszcze wróci. Może musi rozpatrzyć propozycje internautów?