Andrzej Talaga: Od początku lat 90., kiedy Rosja zaczęła budować własne siły zbrojne na bazie armii sowieckiej, wiele się na świecie zmieniło. Przed kim dziś broni się
Rosja?
Siergiej Iwanow: W obecnych realiach zagrożenie wybuchem wojny na pełną skalę, szczególnie przy użyciu broni atomowej, jest niewielkie. Jednak niezależnie od tego, że współczesne koncepcje
strategiczne większości państw uważają wojnę za narodową klęskę i zagrożenie dla istnienia cywilizacji, siła wojskowa, czy tego chcemy, czy nie, jest nadal środkiem do osiągnięcia
celów politycznych. Powiem więcej: we współczesnym świecie nabiera ona coraz większego znaczenia jako skuteczny sposób przeciwdziałania zagrożeniom. Pierwsze zadanie, jakie postawiliśmy
przed rosyjskimi siłami zbrojnymi, to utrzymanie naszego potencjału jądrowego na poziomie, który będzie gwarantował nam zabezpieczenie przed atakiem na Federację Rosyjską i jej sojuszników.
Drugie - zwiększenie potencjału bojowego i poprawę stanu naszych sił ogólnego przeznaczenia, przede wszystkim zaś formacji i jednostek wojskowych pozostających w stałej gotowości
bojowej.
W ramach modernizacji sił zbrojnych Rosja chce rozwijać tzw. strategiczną triadę, czyli siły rakietowe, okręty podwodne i lotnictwo zdolne do przenoszenia broni jądrowej. W jaki
sprzęt zostaną one wyposażone?
Zgodnie z wyznaczonym planem zmiany uzbrojenia nasze wojska rakietowe są zaopatrywane w stacjonarne wyrzutnie rakiet typu Topol-M. W grudniu
ubiegłego roku stan gotowości bojowej osiągnął już piąty pułk wyposażony w tego typu broń. W tym roku zaczyna się uzbrajanie wojsk w ruchomy wariant tych rakiet. Przeprowadzamy próby z
morskim systemem rakietowym nowego pokolenia Buława. Chcemy go zainstalować w budowanych właśnie podwodnych krążownikach strategicznego przeznaczenia Borej. Nasze siły powietrzne są
wyposażane w strategiczne bombowce Tu-160.
A jeśli chodzi o modernizację armii konwencjonalnej? Często jest ona opisywana jako mało efektywna, wręcz przestarzała i niezdolna do operacji na współczesnym polu
walki.
Staramy się tworzyć mobilne i samowystarczalne grupy wojsk, które będą w stanie efektywnie działać na dowolnym kierunku operacyjnym. Podstawą dla takich grup są obecnie
jednostki i formacje pozostające w stałej gotowości bojowej, które są właśnie wyposażane w najnowocześniejsze rodzaje uzbrojenia. Stopniowo przechodzimy też na nowy, kontraktowy system ich
kompletowania.
Czy to oznacza, że docelowo Rosja chce zrezygnować z poboru do wojska i zbudować, tak jak Amerykanie czy Brytyjczycy, armię zawodową?
Obecnie realizujemy federalny plan
przechodzenia na służbę zawodową, w 2008 roku ponad połowę sierżantów i żołnierzy w armii rosyjskiej będą stanowili żołnierze zawodowi. Następnie chcemy przenieść system kontraktowy
na flotę. Na kontraty przejdzie cały personel służący na morzu. Nie zamierzamy jednak całkowicie rezygnować z poboru; za półtora roku obowiązkowa służba zostanie skrócona do 12
miesięcy. Jeśli zaś chodzi o liczebność armii, w 2011 roku, zgodnie z decyzją rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa, powinna ona wynosić milion sto tysięcy, a w 2016 - milion żołnierzy.
NATO powołało kilkutysięczny korpus szybkiego reagowania, który jest zdolny do działania praktycznie w każdej części świata. Czy Rosja także tworzy podobne siły?
Na
terytorium naszego kraju mamy praktycznie wszystkie strefy klimatyczne z wyjątkiem tropików, dlatego posiadamy wojska, które mogą działać w dowolnych warunkach przyrodniczych. Na przykład,
kiedy podjęto decyzję o przerzuceniu naszej grupy lotniczej do Sudanu, jej przygotowanie i przetransportowanie odbyło się bardzo sprawnie. Zawrotne tempo nie wpłynęło na jakość działania
naszych żołnierzy - rosyjscy piloci śmigłowców z powodzeniem wypełniają wszystkie zadania, które przypadły im w ramach operacji ONZ w tym afrykańskim kraju.
A czy Rosja przewiduje zbrojne interwencje poza granicami byłego ZSRR?
Doktryna wojskowa Federacji ma charakter obronny i nie przewiduje takich interwencji. Nasz kraj
zastrzega sobie jednak prawo do punktowych uderzeń prewencyjnych przeciwko bazom terrorystycznym, które znajdują się na terenie innych państw. Chcę zauważyć, że nie jesteśmy jedynym
państwem, jakie przyjęło taką możliwość. Jak wiadomo, w reakcji na tragiczne wydarzenia w Biesłanie, Rada Bezpieczeństwa ONZ w rezolucji 1566 po raz kolejny wezwała państwa, by użyły
wszelkich możliwych środków zapobiegania aktom terrorystycznym. A jeśli to się nie uda, należy zrobić wszystko, żeby ich sprawcy zostali surowo ukarani. Dlatego Rosja, w poszanowaniu prawa
międzynarodowego i międzynarodowych standardów w dziedzinie praw człowieka dopuszcza możliwość wykonania prewencyjnych ataków przeciwko potencjalnym źródłom terroryzmu w dowolnym miejscu
na świecie.
Czy terroryzm to główne zagrożenie, z jakim przyjdzie się zmierzyć Rosji w najbliższej przyszłości, czy spodziewa się pan innych, jeszcze trudniejszych
wyzwań?
Generalnie zagrożenia, jakie przed nami stoją, można podzielić na globalne, regionalne i - powiedzmy - niekonwencjonalne. Pierwsze to takie, które grożą utratą
suwerenności oraz dezintegracją Rosji. Chodzi tu przede wszystkim o użycie przez potencjalnego agresora broni jądrowej i innych typów broni masowego rażenia. Chociaż prawdopodobieństwo jest
dziś niewielkie, rosyjskie władze traktują gotowość do odparcia takich ataków jako sprawę zasadniczą. Nie można przecież całkowicie wykluczyć, że jakieś państwa nie podejmą próby
wywierania na Rosję nacisku siłowego, wzmocnionego groźbą użycia sił strategicznych.
Zagrożenia regionalne z kolei są w dużym stopniu uzależnione od występowania w pobliżu rosyjskich granic źródeł potencjalnych konfliktów. Ponadto istnieje możliwość wykorzystania przeciw
nam strategii działań pośrednich. Polega ona na oddziaływaniu dyplomatycznym, gospodarczym, wojskowym i informacyjno-psychologicznym w celu destabilizacji sytuacji w tym czy innym regionie i
sztucznym wywoływaniu lokalnych konfliktów, które można kontrolować z zewnątrz. Myślę, że siły poza granicami naszego kraju będą stymulować i aktywnie podtrzymywać dezintegrujące
tendencje zarówno w Rosji, jak i u naszych najbliższych sąsiadów.
Kto poza terrorystyczną międzynarodówką, jak to pan nazwał, zgodnie z obecną doktryną wojenną, jest wrogiem Rosji? Z sondaży opinii publicznej wynika, że wielu Rosjan w dalszym
ciągu uważa za niego pakt NATO.
Z całą odpowiedzialnością stwierdzam: żadne państwo ani żadna organizacja międzynarodowa nie jest przez Rosję postrzegana jako potencjalny
przeciwnik. Przyczepianie komukolwiek takiej etykietki w dzisiejszych czasach nie ma sensu. Epoka, kiedy my i NATO patrzyliśmy na siebie przez celownik, minęła bezpowrotnie. Dziś nasze relacje
zaczynają przechodzić w nową jakość. Współpracujemy ze sobą właśnie w walce z terroryzmem i rozprzestrzenianiem broni masowej zagłady, narkobiznesem i we wspólnych operacjach pokojowych
oraz ratunkowych na morzu. Regularnie odbywają się spotkania ministrów obrony. Nasza praca ma konkretne rezultaty. Podpisaliśmy już rosyjsko-natowskie porozumienie o statusie sił zbrojnych,
czasowo znajdujących się na terytorium drugiej strony (SOFA), dzięki któremu można bez dodatkowych ustaleń przeprowadzać wspólne manewry i operacje pokojowe. Inny dobry przykład to udział
Rosji w operacji antyterrorystycznej NATO na Morzu Śródziemnym – Active Endeavour. Z powodzeniem rozwijamy kooperację w ramach Inicjatywy współpracy w przestrzeni powietrznej. W ramach
tego programu nasi eksperci stworzyli podstawy do wymiany danych dotyczących sytuacji w przestrzeni powietrznej regionów przygranicznych między NATO i Rosją. Dążymy do wypracowania mechanizmów
stworzenia wspólnego schematu ruchu powietrznego. Z powodzeniem współpracujemy w ramach obrony przeciwrakietowej.
Często w publicystyce pojawia sie projekt rosyjsko-chińskiego sojuszu wojskowego skierowanego ostrzem w Zachód. Czy możliwe jest powstanie w przyszłości takiego aliansu, na przykład w
ramach Szanghajskiej Organizacji Współpracy?
W najbliższym czasie z całą pewnością Rosja i Chiny będą występować na arenie międzynarodowej jako strategiczni partnerzy. Ta
współpraca ma zarówno charakter dwustronny, jak i wielostronny, w ramach choćby grupy szanghajskiej. Jej istnienie jest dzisiaj jednym z ważniejszych czynników stabilizacji i przeciwdziałania
zagrożeniom w regionie Oceanu Spokojnego. Nasza współpraca, także w dziedzinie wojskowo-technicznej, opiera się na zasadach priorytetowego partnerstwa. Chciałbym jednak stanowczo podkreślić,
że nie stanowi ona jednak żadnego zagrożenia dla państw trzecich i nie zmierza do utworzenia nowego sojuszu polityczno-wojskowego.
Nie mam wątpliwości, że SzOW, której polityczne znaczenie z roku na rok rośnie, będzie mieć coraz większy wpływ na sytuację w regionie zamieszkanym przez większość populacji planety -
ponad 3 miliardy ludzi.
Kto w takim razie jest dziś głównym sojusznikiem militarnym Rosji? Może pan wskazać konkretne państwa?
Gdy słyszę to pytanie, przychodzą mi na myśl słynne słowa cara
Aleksandra III, który powiedział, że Rosja ma tylko dwóch sojuszników: swoją armię i flotę. To nie tylko barwna fraza, ale bardzo precyzyjna myśl, która moim zdaniem nie utraciła
aktualności.
Siergiej Iwanow, minister obrony i wicepremier rządu Federacji Rosyjskiej