Zagrożonych jest aż dwa miliony Libańczyków, czyli połowa wszystkich mieszkańców kraju - ostrzegają ekolodzy z "Greenpeace". Większość libańskich domów miała azbestowe dachy. Gdy izraelskie bomby zburzyły budynki, pył z nich trafił do ziemi i wody. To samo stało się z wszystkimi truciznami, które były w zbiornikach fabryk zbombardowanych przez samoloty.
"Greenpeace" prosi świat o pomoc. Jeśli skażenia nie zostaną szybko usunięte, to wkrtce będzie już za późno żeby coś z nimi zrobić. A skutki skażenia pojawią się dopiero za kilka lat.
Dzieci będą chorować na raka, rośliny i zwierzęta zmutują się, a większa część kraju nie będzie się nadawała do zamieszkania. Niestety, władze w Bejrucie mają ważniejsze problemy niż usuwanie trucizny z gleby. Przede wszystkim muszą odbudować zniszczone domy i drogi, żeby ludzie mogli zacząć normalnie żyć. A potem będą się troszczyć o środowisko. Tylko czy nie będzie już za późno?