Chiny mają dosyć wybryków północnokoreańskiego dyktatora. Dlatego odsuną go od władzy przez bunt generałów. Potem znajdą przywódcę, który zreformuje ten komunistyczny skansen na sposób chiński - pisze DZIENNIK.
Sankcje ONZ tylko wzmagają niechęć generałów do Kima. Bo do Korei nie dotrą już towary luksusowe, a każdy komunistyczny bonza lubi pławić się w luksusie. Dlatego ulegają podszeptom chińskich agentów. A ci obiecują, że utrzymają komunistów przy władzy. Ci muszą tylko obalić Kima i przeprowadzić reformy gospodarcze. No i oczywiście zrezygnować z broni atomowej. A potem mogą sobie rządzić tym swoim kraikiem. Kto miałby zastąpić Kima? To koreański ambasador w Polsce Kim Pyong Il.
Problem w tym, że dyktator z Phenianu, głupi nie jest i domyśla się, co planują Chińczycy. Nie może jednak rozpocząć czystki wśród wojska, zwłaszcza że być może grozi mu wojna z Ameryką i Koreą Południową.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|