O miniaturyzacji laboratorium chemicznego uczeni marzyli od dawna. Największy problem stanowiły jak dotąd ograniczenia czysto fizycznej natury: jak przepompować krew przez rurki o średnicy
mierzonej w mikrometrach (tysięcznych częściach milimetra)? Naukowcom z amerykańskiego Massachusetts Institute of Technology (MIT) udało się: skonstruowana przez nich pompka porusza płyn
niemal dwadzieścia razy szybciej niż dotychczasowe. "Całe laboratorium może mieć rozmiar jednego centymetra kwadratowego i być zasilane bateryjką do zegarka" –
mówi Martin Bazant, szef projektu. I kolejna wielka zaleta: urządzenie może być bardzo tanie. Tak tanie, że będzie można robić nawet mikrolaboratoria – jednorazówki.
Nowa pompka wykorzystana zostanie do konstrukcji kieszonkowych laboratoriów analitycznych. Można mieć uzasadnione zastrzeżenia, co do dokładności wyników pomiarów z takich urządzeń, ale
sponsor badań Bazanta, amerykańska armia, chętnie zastosuje je w okolicach pola walki. Szpital polowy, przyjmując rannego żołnierza, mógłby dzięki nim mieć już gotowy pierwszy zestaw
wyników analiz. Także wszędzie tam, gdzie dostęp do prawdziwego szpitala jest niemożliwy, takie mikrolaboratoria byłyby bardzo potrzebne. Przydadzą się też w torbie lekarza w osadzie w
centrum Afryki, ale i w domowej apteczce mieszkańca polskiej wsi. Laik raczej nie będzie w stanie zinterpretować wyników morfologii czy innych testów, ale może je odczytać lekarzowi przez
telefon. Być może dzięki wynalazkowi naukowców z Massachusets Institute of Technology za parę lat mikrolaboratorium będzie równie pospolitym przyrządem diagnostycznym, jak dziś
termometr.