Dziennik Gazeta Prawana logo

Całe miasto mogło wylecieć w powietrze

12 października 2007, 13:56
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Cztery minuty. Tyle zabrakło, by miasto Fogarasz w Rumunii zniknęło z powierzchni ziemi. Razem z mieszkańcami. Bo elektrownia wyłączyła prąd fabryce materiałów wybuchowych. Bez chłodzenia cała produkcja zaczęła się prawie gotować. Na szczęście chwilę przed eksplozją prąd powrócił.

Wyobraźni rumuńscy energetycy nie mają za grosz. Dlaczego? Przerwa w dostawie energii nie była awarią, tylko elektrownia celowo ukarała zakłady chemiczne, bo przekroczyły pobór mocy. A przekroczyły, bo musiały chłodzić wyprodukowany proch strzelniczy i silnie wybuchową nitroglicerynę.

Prądu zabrakło na sześć minut. Do przekroczenia temperatury krytycznej, po której nastąpiłby samozapłon materiałów wybuchowych, brakowało tylko czterech minut. Wybuch zmiótłby z powierzchni ziemi całe miasto.

Przedstawiciele fabryki, w której nie ma awaryjnego zasilania, twierdzą, że nie zostali ostrzeżeni o przerwie w dostawie prądu. Przed 12 laty w zakładzie doszło już z tego powodu do eksplozji, w której zginęło kilkanaście osób.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj