Na ekranie pojawia się szef Al-Kaidy i jego kompani. W tle słychać tykanie zegara, które z każdą chwilą jest coraz głośniejsze. Przewijają się twarze terrorystów oraz fragmenty ich przemówień - każde z nich to kolejne groźby wobec mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Na końcu pojawia się napis: "Taka jest stawka. Głosuj 7 listopada". Właśnie tego dnia amerykańscy wyborcy pójdą do urn, by wybrać nową Izbę Reprezentantów oraz jedną trzecią senatorów.
Demokraci twierdzą, że reklamówki ich rywali to po prostu "desperacka próba nastraszenia wyborców". "Republikanie są zaniepokojeni faktem, że w czasie swych rządów nie zrobili niczego, by uczynić Amerykę bezpieczniejszą" - twierdzą rywale Busha w specjalnie wydanym oświadczeniu. Bush i jego współpracownicy odpowiadają, że reklamówka jedynie pokazuje, że "Ameryka gra o wysoką stawkę", a cytaty są fragmentami wypowiedzi terrorystów, którzy w ten sposób pokazują swój stosunek do USA. "Chcą przekonać wyborców, że tylko oni są siłą zdolną przeciwstawić się terroryzmowi i zapewnić krajowi bezpieczeństwo" - mówi DZIENNIKOWI doktor Robert McGeehan, ekspert brytyjskiego ośrodka analitycznego Chatham House.
"Polityka w Stanach Zjednoczonych, szczególnie w okresie kampanii wyborczych, jest bardzo kolorowa; obydwie partie wydają mnóstwo pieniędzy i mocno uderzają, ale nie do końca można brać to wszystko poważnie" - mówi McGeehan. Co z tego wynika? Bin Laden nie podzieli mieszkańców USA, bo zwolennicy obydwu partii chcieliby widzieć go martwego albo przynajmniej w amerykańskiej niewoli - pisze DZIENNIK.