Zdanie "zobaczyć Neapol i umrzeć" nabiera nowego znaczenia. Miasto stało się areną krwawych napadów. Mafiosi nie cofają się przed użyciem broni na zatłoczonych ulicach. To już nie wojny gangów - obrywają zwykli mieszkańcy. A nawet turyści. Ostatnio postrzelono Kanadyjczyka, a pewien Amerykanin goniąc kieszonkowców, którzy ukradli mu portfel, dostał taki łomot, że ledwo przeżył.
Dlatego minister Clemente Mastella widzi tylko jedno wyjście. Wprowadzić na ulice Neapolu żołnierzy. Ci powinni poradzić sobie z mafią, a i przestępcy zastanowią się kilka razy, zanim chwycą za broń w obecności uzbrojonych wojaków. Zresztą nie tylko on prosi. Bo o to samo do premiera zwrócili się neapolitańscy politycy z prawicowej opozycji.
Szef włoskiego rządu Romano Prodi obiecuje, że decyzję podejmie w ciągu najbliższych 10 dni.