Daniel ma 32 lata i dyplom inżyniera energetyki. Od dwóch lat pracuje w holenderskim Rotterdamie. "Berlin jest super miastem, chętnie bym tam został, ale co mam robić, skoro tam nie ma dla mnie pracy" - mówi DZIENNIKOWI.

Reklama

Ze statystyk wynika, że takich jak on są tysiące. Federalny urząd statystyczny poinformował właśnie, że tylko w zeszłym roku z Niemiec wyjechało 145 tysięcy ludzi, większość w poszukiwaniu pracy. Od 1954 roku, kiedy Republika Federalna prowadzi statystyki, jeszcze nigdy nie było takiej emigracji. A wyjeżdżają najlepsi.

"To wykształceni, pełni entuzjazmu i rozsądni ludzie. Te dane powinny być dla nas sygnałem alarmowym" - ostrzegł kilka dni temu przewodniczący niemieckiej Izby Przemysłu i Handlu Ludwig Georg Braun.

Gastarbeiterzy z Niemiec jeszcze 10 lat temu byłby żartem. Dziś w kilku krajach używa się go powszechnie. Szwajcarscy lekarze skarżą się, że Niemcy odbierają im najlepsze miejsca pracy. Norwegowie walczą o miejsca pracy z niemieckimi inżynierami budownictwa, a Holendrzy rywalizują z inżynierami rolnictwa znad Łaby i Renu. Dla wielu wykształcony Niemiec stał się większym zagrożeniem niż polski hydraulik.