W ostatni poniedziałek Kerry na spotkaniu w college’u w kalifornijskiej Pasadenie dał do zrozumienia, że na wojnę w Iraku trafiają wyłącznie lenie i nieuki. Kandydat na prezydenta z 2004 r. zapewne chciał obrazić George’a Busha, ale w rzeczywistości obraził wykonującą rozkazy i uznawaną przez wielu Amerykanów za świętość armię.
W internecie niemal natychmiast pojawiły się strony internetowe poświęcone wypowiedzi senatora. – Halp Us Jon Carry – We R Stuck Hear N Irak („Pomusz nam Dżonie Keri – łutkneliśmy w Irakku”) – głosi napisany łamaną angielszczyzną plakat trzymany przez grupę amerykańskich żołnierzy. Strona, na której zamieszczono zdjęcie, należy do lidera republikańskiej większości w Izbie Reprezentantów, Johna Boehmera.
Ale inni Republikanie, którzy mają mniejsze poczucie humoru, atakują Demokratę za brak patriotyzmu i obrażanie nadstawiających karku marines. "Republikanie zmuszają Kerry’ego do ciągłego składania przeprosin i skrupulatnie eksponują w mediach każde takie wystąpienie" – tłumaczy w rozmowie z DZIENNIKIEM ekspert od polityki amerykańskiej Ian Scott z Uniwersytetu w Manchesterze. Demokraci muszą się bronić przed etykietką partii "niepatriotycznej", więc sami przyłączają się do nagonki.
Ale za atakiem na Kerry’ego kryją się nie tylko urażone uczucia patriotyczne; w prowadzenie negatywnej kampanii zaangażowane są olbrzymie pieniądze i przygotowały je obie partie. Obliczono, że na oczernianie swoich przeciwników amerykańscy politycy wydają osiem na dziesięć dolarów przeznaczonych na kampanię, a z danych opublikowanych przez magazyn politologiczny "Congressional Quarterly Political Money Line" wynika, że tegoroczne wybory są najdroższe i najbardziej brutalne w historii amerykańskiej polityki.