To już szczyt nadgorliwości. Arabscy antyterroryści chcieli na lotnisku zatrzymać... dwulatka. Szkrab, który leciał z tatą z Arabii Saudyjskiej do Turcji, jakimś cudem znalazł się na liście potencjalnych zamachowców.
Chłopiec miał, na swoje nieszczęście, dokładnie takie samo imię i nazwisko jak terrorysta na liście. I to kontrolerom wystarczyło. To, że miał zaledwie dwa lata, nie miało dla nich żadnego znaczenia. Zrobili na lotnisku raban, jakiego już dawno tam nie widziano.
Kontrolerzy przyznali, że zaszła pomyłka, dopiero po dłuższej awanturze. Ojciec chłopca zwyczajnie się wkurzył, gdy obsługa lotniska chciała mu odebrać dziecko. Ktoś jednak w porę poszedł po rozum do głowy i chłopiec z tatą mogli lecieć tam, gdzie chcieli.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl