Reguł jest niewiele - wygrywa ta drużyna, której więcej razy uda się porwać ułożony na środku placu gry 30-kilogramowy worek i wrzucić go do bramki przeciwnika. A bramką w tym wypadku jest po prostu koło wyrysowane na ziemi kredą.

I tu reguły się kończą. Nie ma żadnych zasad fair play, nie ma żółtych i czerwonych kartek. Przeciwnik może Cię zdzielić po głowie, podciąć nogi konia czy pociągnąć za uzdę. A wszystko to w oparach kurzu i wśród krzyków podekscytowanych kibiców.