"Umrę z honorem i bez strachu. Dumny ze swojego kraju i narodu arabskiego. Amerykańscy okupanci będą pokonani i upokorzeni" - takie butne słowa Saddama relacjonowali jego adwokaci po wczorajszej trzygodinnej rozmowie z nim. Husajn przepowiedział, że Amerykanie utopią się w rzece krwi, a ich pobyt w Iraku skończy się gorzej niż w WIetnamie.
W Bagdadzie i w rodzinnej prowincji Saddama w nocy rozpoczęła się godzina policyjna. Jeżeli będzie bardzo źle - Irakijczycy nie pogodzą się z wyrokiem i wyjdą na ulice - nie będzie można wychodzić z domów w całym kraju.
Napięcie sięgnie zenitu, kiedy sędziowie trybunału wyjdą na salę rozpraw, żeby odczytać wyrok na byłego dyktatora. Saddam jest oskarżony o to, że kazał zabić prawie 150 szyitów z wioski Dudżail. W zemście za to, że odważyli się targnąć na życie tyrana.
Ale nawet jeżeli Husajn usłyszy wyrok "śmierć", może trafić do celi na długie miesiące, a nawet lata. Bo trudno uwierzyć, że jego obrońcy poddadzą się i nie będą próbowali wnosić żadnych apelacji. A ich rozpatrywanie może się ślimaczyć w nieskończoność.
Jaki by nie był wyrok, Saddam i tak będzie musiał wrócić do sądu już we wtorek. Bo iracki tyran ma na karku jeszcze jeden proces - o planowe mordowanie Kurdów. W tej sprawie też grozi mu wyrok śmierci.