Jeszcze grubo przed zamachami z 11 września 2001 roku 70 wojskowych, dyplomatów i speców wywiadu siadło wspólnie do stołu, by rozmawiać o ewentualnej inwazji na Irak. Gry wojenne "Pustynna podróż" miały pokazać, jakie są szanse na obalenie reżimu Saddama i zrobienie z Iraku normalnego kraju.
Okazało się, że nie będzie to takie proste. Wyniki gier nie napawały optymizmem. Bo wyszło, że strącenie Saddama z tronu to dopiero początek i najtrudniejsze będzie utrzymanie kraju w ryzach. Wojskowi i dyplomaci otworzyli szeroko oczy, kiedy zobaczyli, że do utrzymania granic i zapewnienia spokoju będą potrzebować aż 400 tysięcy żołnierzy! Szykował się więc drugi Wietnam - tam tylko w najgorętszych latach 1966-69 było więcej niż 400 tysięcy amerykańskich wojskowych.
A to nie koniec. Gry pokazały całą listę zagrożeń, jakie wyjdą na światło dzienne po obaleniu Saddama. I niemal wszystko się sprawdziło! Podziały religijne, agresywne bojówki - za wszelką cenę łaknące władzy. Uświadomiły im, że pozbycie się tyrana może niczego nie zmienić. Przeciwnie - że może być jeszcze gorzej.
Co zadziwiające, od tych gier Amerykanie mieli aż cztery lata, żeby spokojnie wymyślić, jak rozwiązać te problemy. A kiedy dziś patrzy się na wyniki w Iraku, widać, że ktoś tu nie odrobił zadania domowego.