To nie mieści się w głowie. Według raportu zastępcy rosyjskiego prokuratora generalnego, urzędnicy w jego kraju biorą w łapę 40 miliardów dolarów rocznie (1,2 biliona zł). To tyle, ile wynosi cały budżet Rosji.
Przeciętny rosyjski urzędnik ma klawe życie. Bierze rocznie tyle, że wystarczy mu na 200-metrowe mieszkanie w luksusowej moskiewskiej dzielnicy. Do tego dobry samochód, luksusowa szkoła dla dzieci. A wszystko za ustawienie przetargu, czy przymknięcie oka na jakąś samowolkę.
W tym roku zatrzymano już 9 tys. urzędników-łapówkarzy. A ta liczba wciąż rośnie. Bo im więcej inwestycji zagranicznych w Rosji, tym większa pokusa na tzw. wziątkę. A duży koncern woli zapłacić kilkadziesiąt tysięcy dolarów i mieć spokój, niż bawić się w załatwianie spraw drogą legalną.
A na wszystkim traci państwo. Bo Rosja spadła z 71. na 121. miejsce w rankingu najmniej skorumpowanych państw. Teraz jest nawet za takimi egzotycznymi krajami, jak Ruanda czy Burundi.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|