O mały włos nie doszło do tragedii! Wysiadło chłodzenie reaktora w elektrowni w południowej Ukrainie. Na szczęście zadziałały zabezpieczenia i wyłączyły system, zanim doszło do eksplozji. Władze uspokajają, że radioaktywne paliwo nie dostało się do atmosfery.
Reaktor zaczął gwałtownie się nagrzewać. Rozdzwoniły się alarmy, do elektrowni już jechały wozy ratowników. W ciągu kilku minut mogliśmy mieć powtórkę z Czarnobyla z 1986 roku - potężny wybuch reaktora i setki ton radioaktywnego paliwa w atmosferze. Na szczęście udało się opanować sytuację.
Wszystko przez to, że reaktor był przeciążony. Bo drugi blok w tej elektrowni przechodzi właśnie rutynowy przegląd i nie działa. Dlatego ten musiał pracować za dwóch. By go schłodzić, użyto zapasowych systemów chłodzenia, które nie wytrzymały.
Ukraińska agencja atomowa uspokaja, że nie ma żadnego zagrożenia dla ludzi. Tylko czy można jej wierzyć? Przecież przy katastrofie w Czarnobylu też tak mówili...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|