80-letniemu Stefanowi Ososchi założono kroplówkę. I na tym troska personelu się skończyła. Bo już nikt nie pomyślał, by ją później wyjąć. Igła doprowadzająca kroplówkę zaczęła
ranić staruszka w rękę. A na jego wołania o pomoc nikt nie reagował. Mężczyzna próbował więc sam odłączyć się od kroplówki. Ale z każdym ruchem ból był coraz bardziej nie do
zniesienia.
"Nikt mnie nie słyszał, więc wziąłem telefon i zadzwoniłem na jedyny numer pogotowia, jaki znałem" - opowiada pacjent. Na pogotowiu na początku myśleli, że to dowcip. Ale
na wszelki wypadek postanowili sprawdzić to dziwne zgłoszenie. Jakaż była radość chorego staruszka, kiedy ktoś wreszcie przyszedł mu pomóc.
A wszystkim wybierającym się do Rumunii radzimy: tam lepiej nie chorować! Bo rumuńska służba zdrowia jest naprawdę nieobliczalna.