Austriacki cieśla z Salzburga wbił sobie sześciocentymetrowy gwóźdź w środek głowy i nie dostał nawet migreny. Zanim trafił do szpitala, z kawałkiem metalu wbitym w czaszkę chodził półtorej godziny.
Trzydziestoletni Tom Schoenitz pracował na dachu jednego z budynków w centrum miasta. Pochylony, głową uderzył w pistolet do gwoździ, który trzymał jego kolega. Pod wpływem nagłego wstrząsu "broń" wypaliła prosto w głowę mężczyzny.
Lekarzom cieśla powiedział, że nie czuł żadnego bólu. Ci są zdumieni, że w ogóle przeżył...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl