Krasnojarsk, Żeleznogorsk, Zielenogorsk - to miasta, które pojawiają się w spekulacjach brytyjskich mediów. Bo naukowcy na razie powiedzieli tylko tyle: trucizna pochodzi z terenu byłego Związku Radzieckiego. Skąd dokładnie? Tego na razie nie chcieli ujawnić.

Jak łatwo się domyślić, Rosjanie zaprzeczają. Jeden z szefów zakładów w Żeleznogorsku twierdzi, że u nich w ogóle nie używa się polonu. Inny oficjel - dyrektor Rosyjskiej Agencji Atomowej - dodaje, że takiej trucizny nie można w Rosji dostać, bo wszystko jest wysyłane do Stanów Zjednoczonych. I zrzuca winę na "imperialistów" zza oceanu.

Swoją teorię na temat trucizny ma też prowadzący śledztwo Scotland Yard. Zdaniem śledczych, polon przyjechał do Londynu z Moskwy, na pokładzie samolotu linii British Airways 25 października, tydzień przez otruciem Litwinienki.

Policjanci mają nadzieję, że na kolejne tropy trafią po dzisiejszej sekcji zwłok byłego rosyjskiego szpiega. Gdy jego ciało zbadają już patolodzy, rodzina będzie mogła wreszcie zacząć przygotowania do pogrzebu.