Syn brytyjskiego następcy tronu, książę William, skończył wreszcie elitarną akademię wojskową w Sandhurst. A zanim został podporucznikiem, czekał go praktyczny egzamin w terenie. Musiał celująco wypaść w ćwiczeniach na Cyprze.
Nikt nie zważał, że to książę i być może przyszły król Anglii. Biegał - tak jak jego koledzy - w pełnym rynsztunku. I nie mógł liczyć na żadną taryfę ulgową. A manewry na Cyprze nie należały do najłatwiejszych. Bo żołnierze musieli walczyć w górach i wyskakiwać ze śmigłowców.
Ale William poradził sobie ze wszystkimi zadaniami śpiewająco. I na oficjalnej ceremonii zakończenia szkolenia z dumą przyjął awans na podporucznika. A jego rodzina drży, bo książę może wkrótce trafić do Iraku czy Afganistanu. Nawet powiedział, że chciałby tego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|