Rząd robi co może, by rozbroić tę ekologiczną bombę. Ostatni pomysł to zalanie okrętu betonem i stworzenie sarkofagu o ścianach grubości 12 metrów, z którego nie wydostanie się ani gram rtęci.

Wydobycie wraku jest bowiem zbyt niebezpieczne. Jeśli okręt, w którego ładowni leży 65 ton rtęci, umieszczonej w dwóch tysiącach beczek, przełamie się, to cały śmiercionośny ładunek trafi do morza. I całkowicie wybije życie w głębinach. Ale powolne wyciekanie rtęci też oznacza katastrofę. Już pojawiają się raporty o zatrutych rtęcią rybach, między innymi łososiach.

Cała historia okrętu U-864 jest ciekawa. U-boot wypłynął z Kilonii w grudniu 1945 r. Wiózł Japończykom ładunek rtęci, by ci stworzyli broń dla Hitlera. Bo dyktator III Rzeszy wierzył, że dzięki japońskiej technice jeszcze odwróci losy wojny. Jednak dzięki polskim specjalistom, którzy złamali kod hitlerowskiej maszyny szyfrującej, Enigmy, brytyjscy kryptolodzy wiedzieli o tej misji. I wysłali własny okręt podwodny, HMS Venturer.

Angielskim marynarzom udało się dopaść U-boota i posłać go na dno. I to był jedyny przypadek w historii drugiej wojny światowej, gdy jeden zanurzony okręt podwodny zatopił drugi. Teraz jednak, po latach, ładunek, który miał zgubić wrogów III Rzeszy, znów zagraża światu. Oby znów udało się powstrzymać śmiercionośnego U-boota.